Dziś bedzie krótko i zwięźle. Korzystam z ostatnich dni, w których lawenda zachwyca swą świeżością. Lada moment krzaczki przekwitną. Choć u mnie nie ma co przekwitać... zabrałam większość kwiatuszków i zasuszyłam. Zimą bedą lawendowe ciasteczka, lawendowa herbatka i nawet syrop lawendowy 💜
Była też lawendowa sesja zdjęciowa 😂
W pewną bezsenną noc powstała niewielka serwetka. Z czeskiego kordonka (Kordonet 60).
Schemat z gazetki, ale tak dobrze ją schowalam, że pomimo usilnych poszukiwań... nie jestem w stanie jej zlokalizować...
Malutka, ma 23cm średnicy. Była odskocznią od większego projektu, który altualnie "mam na szydełku".
Miłego weekendu Kochani 🌞🌿💜
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okrągła serwetka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okrągła serwetka. Pokaż wszystkie posty
sobota, 3 sierpnia 2019
piątek, 19 lipca 2019
Oddycham...
Przeprowadzka skradła mi caly czerwiec i połowę lipca... Nadal żyję "na kartonach", przynajmniej częściowo, i ciągle szukam wielu rzeczy. Choć najważniejszy pakunek, z szydełkami i kordonkami, rozpakowałam jako jeden z pierwszych 😉
Czeka mnie jeszcze kilka remontowych przepraw. Jedne już znalazły swój szcześliwy finał...inne jeszcze mogą mnie zaskoczyć... Wlaśnie jedna z takich remontowych przygód doprowadziła mnie na skraj fiksacji... i żeby nie zrobić krzywdy specjalistom, radzącym nad problemem, który finalnie wcale się problemem nie okazał... zamknęłam sie w pokoju z szydełkiem w ręku.
Schemat - jeden z wielu ma Pinterest, pierwszy jaki wpadł mi w oko, bez zastanawiania, po prostu... przeczekać szydełkując...
Kordonek tez załapałam bez większego zastanowienia, już zaczęty, biały Altin Basak Klasik 50.
Środkowa cześć bardzo łatwa. Szybko i przyjemnie się ją dziergało a dzieki temu i emocje nieco opadły 😂 Druga cześć wymagała nieco większego skupienia. Jedna mala nieuwaga i błąd... musiałam nieco spruć. W duchu powtarzałam sobie, że lepiej się wściekać na serwetkę niż na fachowców, którzy tłukli się coraz głośniej. Dziwny bulgot ich poczynań wyrywał mnie z fotela. Za każdym razem wracałam na miejsce z mocnym przeświadczeniwm, że Małż S stoi na straży i z całą pewnością ukróci proceder rozsadzenia naszego domu przez ekipę i cisnienie w rurach 😱😱😱
Serwetka, chwilę po tym jak "spadła" z szydełka trafiła pod żelazko (spryskana jedynie Ługą).
Lawendę zbierałam nie tylko do zdjęć 😉 , wysuszona bedzie dodatkiem do herbay albo trafi zimową porą do ciasteczek. O woreczkach w szafie, jako naturalnym środeku zapachowym, nie wspomnę.
piątek, 22 marca 2019
Pikotkowe szaleństwo.
Zatrzęsienie wzorów i schematów jest tak duże, że nasze rękodzielnicze szaleństwo jest niemal nieograniczone. Mimo wszystko czasem sięgam po te same schematy.
Serwetę z mnóstwem pikotków zrobiłam już ponad rok temu. Przygarnęła ją moja koleżanka, wprost z mojego stolika... I znów szewc został bez przysłowiowych butów 😉 Ale kiedy wpadł mi do ręki moteczek Muzy 20 wiedziałam jaką serwetę wyszydełkuję. Tym razem miałam liczyć pikotki... Nie wiem po co, ale taki pomysł wpadł mi do głowy 😜 Szybko "wylądowałam" na ziemi, po 50 pikotku straciłam rachubę i sprułam całkiem sporo serwetki...
Potem do głowy przyszedł kolejny pomysł... by zmienić ostatnie okrążenie. Zamiast delikatnego zakończenia, jakie jest w oryginalnym schemacie, postanowiłam zrobić okrążenie zdecydowanie bardziej masywne. Chciałam by zewnętrzne okrążenie nadało kształt okręgu i zwolniło mnie z konieczności blokowania... Jak się okazało prawdę mówił ten, kto rzekł, że lepsze jest wrogiem dobrego. Takiej falbaniastej serwety nie miałam w całym swoim "dzierganym" życiu. Kolejne prucie i powrót do schematu.
Serwetka już leży na małym stoliczku pod lampką i cieszy moje oko. I przyznam szczerze, że nie mogę ścierpieć kiedy łapki moich dzieci i gości wędrują w jej stronę... Pralka ją wybierze, ale to JA muszę blokować by nadać jej kształt idealnego koła. Tak, tak...blokowanie to dla mnie prawdziwe katusze 😭😱
Dodam tylko , że ma 42cm średnicy, a do Muzy 20 użyłam szydełka 0,75.
Od początku przygody z szydełkiem ta serwetka była moim marzeniem. Bałam się tej zatrważającej ilości pikotków... Dojrzewałam do "niej" ponad 10 lat. Nadal to wzór, który bardzo mi się podoba.
wtorek, 19 marca 2019
Wyzwanie.
Milczenie ponoć jest złotem... Ale nie dotyczy to przestrzeni internetowej, zwłaszcza tej blogowej i związanej z social mediami (carramba!). Tam milczenie jest "niebytem", "czarną dziurą" dla statystyk i algorytmów jakimi rządzą się różne aplikacje... W moim przypadku milczenie, zwłaszcza to internetowe, wiąże się z działaniem. Dobrze, przyznaję... z szydełkowym działaniem (bo mycie okien czeka na zdecydowanie bardziej sprzyjające warunki pogodowe 😉).
Dlatego w najbliższym czasie będzie bardzo aktywnie. Skończyłam kilkanaście serwetek, bieżniki i kilka koronek koniakowskich. Kilka słonecznych dni pozwoliło mi zrobić masę zdjęć. Nadal rozgryzam różnego rodzaju programy do obróbki fotek i wreszcie zadowala mnie to, co widzę w efekcie końcowym.
W pewnej rękodzielnicze grupie na fb, organizowana jest cotygodniowa akcja, dzięki której powstają fantastyczne prace.
Właśnie taka serweta powstała dzięki tej akcji 🙂 Zasady są proste. Do wyboru są 3 grupy czasowe (24h, 72h albo 7dni). W każdej z tych czasowych grup są 4 grupy tematyczne (można wybrać czy praca będzie wykonana na drutach czy na szydełku i zdecydować o temacie - serwetka, podkładki pod kubki czy maskotka). Moderatorki grupy łączą wszystkich chętnych w pary lub trójki i zaczyna się "wyścig z czasem"...Choć tak na prawdę chodzi o to by wzajemnie się motywować, pomagać i osiągnąć cel - piękną, perfekcyjną robótkę. Czasu jest wystarczająco dużo by pracę skończyć, bez zarywania nocy 😁 Projekty do wykonania są narzucane przez administratorki grupy.
Serwetka, którą widzicie na zdjęciach powstała w 72godzinnej grupie czasowej.
Wydziergałam ją ze swojego ulubionego kordonka Maxi Madame Tricote w kolorze ecru (ulubiony jeśli chodzi o kordonki Maxi). Ma 47cm średnicy.Dziergało się ją bardzo przyjemnie, choć pikotki ostatniego rzędu dały trochę "popalić" (ale tylko trochę!)
To nie jedyna praca, jaka powstała w ramach tej cotygodniowej akcji. Kolejne pokażę niebawem 🙂
Szykuję też dla Was niespodziankę. Zatem, jak to mówią socialmediowcy... stay tuned 😁
piątek, 31 sierpnia 2018
Mundialowa koronka.
Mundial czyli Mistrzostwa Świata w piłce nożnej odbywają się co cztery lata. Pierwsze mistrzostwa odbyły się w 1930r. w Urugwaju. Niestety nie mam pojęcia od kiedy impreza ta stała się bardziej znacząca niż jakiekolwiek inne mistrzostwa... nawet Olimpiada. Dwudziestu dwóch "chłopa" uganiających się, podczas każdego meczu, za piłką, która u zarania tego sportu była nadmuchanym rybim pęcherzem 😂
Dobrze... przyznam, że szturmowana okrzykami płynacymi z prostokątnego pudła na ekranie którego zmienia się obraz, że mamy reprezentację, która jest drużyną marzeń każdego selekcjonera... I że finał jest na wyciągnięcie ręki... Uległam masowej ekscytacji zasiadając przed magicznym pudłem, który przeniósł mnie na Rosyjski stadion gdzie grali NASI... Po drugim meczu postanowiłam, że zamiast tracić czas i ulegać masowej fascynacji, której nie rozumiem, nie ogarniam i nie lubię...wycofałam się na straconą pozycję w pokoju bez telewizora...Ale za to z kordonkiem, szydełkiem i pyszną herbatą...
Przez miesiąc, prawie codziennie (w dni meczowe), po dwie, trzy godzinki (w zależności jak długo trwał mecz) przy ryku kibiców (sąsiadów oraz moich prywatnych dwóch lwów kanapowych) powstała serweta.
Dała mi sporo wytchnienia. Nie należała do prostych 😉 bo to praca "dwóch kroków do przodu i jednego w tył". Było sporo prucia, dopasowywania... Ale z każdym przypiętym motywem rosło zadowolenie...
Czeski Kordonet w kolorze ecru, szydełko 0,6. Do tego góra samozaparcia i wiadro cierpliwości 😉😎. Szczęście, które z tego wyniknęło ma 55cm średnicy 🌞
Chcąc, nie chcąc przebywając w domu z dwoma osobnikami płci męskiej, oglądajacymi to widowisko mundialowe i wydajacymi z siebie dziwne odgłosy (na szczęście słyszę je w czteroletniech odstępach) znałam wszystkie wyniki... I gdzieś tam bezwiednie, w głębi podświadomości rodziła się sympatia do Chorwackiej drużyny. Okazało się, że można stać się Królami Mundialu wcale tego mundialu nie wygrywając.
Im bardziej, w głębi duszy, cieszyłam się przyrastającą koronką, tym głosniejszy stawał się mój chichot na wieści, że kolejni faworyci odpadali z tego "targowiska próżności".
Żeby nie było... wierzę, że Nasza dobra drużyna stanie się silną i stabilną w formie, zgraną "brygadą", która będzie wygrywać mecze, zwłaszcza te najważniejsze, grane pod presją oczekiwań kibiców i podkręcających nerwową atmosferę dziennikarzy.
To nie był czas stracony...choć dla wielu brak kibicowania, nawet tego biernego, na kanapie z chipsami, przed ekranem tv, może wydać się dziwny... W takim razie... jestem dziwna i dobrze mi z tym 😉😂😎🤗
Cóż... Nasi pucharu nie zdobyli, Chorwaci zyskali serca całego świata... ja zostałam z koronką 😉 Z koniakowską koronką 😃
Dobrze... przyznam, że szturmowana okrzykami płynacymi z prostokątnego pudła na ekranie którego zmienia się obraz, że mamy reprezentację, która jest drużyną marzeń każdego selekcjonera... I że finał jest na wyciągnięcie ręki... Uległam masowej ekscytacji zasiadając przed magicznym pudłem, który przeniósł mnie na Rosyjski stadion gdzie grali NASI... Po drugim meczu postanowiłam, że zamiast tracić czas i ulegać masowej fascynacji, której nie rozumiem, nie ogarniam i nie lubię...wycofałam się na straconą pozycję w pokoju bez telewizora...Ale za to z kordonkiem, szydełkiem i pyszną herbatą...
Przez miesiąc, prawie codziennie (w dni meczowe), po dwie, trzy godzinki (w zależności jak długo trwał mecz) przy ryku kibiców (sąsiadów oraz moich prywatnych dwóch lwów kanapowych) powstała serweta.
Dała mi sporo wytchnienia. Nie należała do prostych 😉 bo to praca "dwóch kroków do przodu i jednego w tył". Było sporo prucia, dopasowywania... Ale z każdym przypiętym motywem rosło zadowolenie...
Czeski Kordonet w kolorze ecru, szydełko 0,6. Do tego góra samozaparcia i wiadro cierpliwości 😉😎. Szczęście, które z tego wyniknęło ma 55cm średnicy 🌞
Chcąc, nie chcąc przebywając w domu z dwoma osobnikami płci męskiej, oglądajacymi to widowisko mundialowe i wydajacymi z siebie dziwne odgłosy (na szczęście słyszę je w czteroletniech odstępach) znałam wszystkie wyniki... I gdzieś tam bezwiednie, w głębi podświadomości rodziła się sympatia do Chorwackiej drużyny. Okazało się, że można stać się Królami Mundialu wcale tego mundialu nie wygrywając.
Im bardziej, w głębi duszy, cieszyłam się przyrastającą koronką, tym głosniejszy stawał się mój chichot na wieści, że kolejni faworyci odpadali z tego "targowiska próżności".
Żeby nie było... wierzę, że Nasza dobra drużyna stanie się silną i stabilną w formie, zgraną "brygadą", która będzie wygrywać mecze, zwłaszcza te najważniejsze, grane pod presją oczekiwań kibiców i podkręcających nerwową atmosferę dziennikarzy.
To nie był czas stracony...choć dla wielu brak kibicowania, nawet tego biernego, na kanapie z chipsami, przed ekranem tv, może wydać się dziwny... W takim razie... jestem dziwna i dobrze mi z tym 😉😂😎🤗
Cóż... Nasi pucharu nie zdobyli, Chorwaci zyskali serca całego świata... ja zostałam z koronką 😉 Z koniakowską koronką 😃
piątek, 24 sierpnia 2018
Piękno dziesięciu okrążeń.
Półki uginają mi się od ilości szydełkowych gazetek... Czasem przez głowę przelatuje mi myśl, by pozbyć się takiej "makulatury"... potem przybywa, niczym rycerz na białym koniu, chwila otrzeźwienia i stwierdzam, że tych "skarbów" nie wolno mi się pozbyć 😉
Kiedy więc oczy mam już kwadratowe od przeglądania Pinterest'a a w głowie pojawia się panika..."cóż ja biedna teraz pocznę" wszak dzień bez szydełka, dniem straconym... Rzucam się niczym wygłodniała hiena na regał z książkami... szelest papieru i widok schematów zdecydowanie mnie uspokaja 😂😉😎
Poza tym, za każdym razem, kiedy przeglądam te "zasoby", odkrywam taką serwetę, że aż sama siebie pytam "Jakże mogłam przeoczyć takie cudo...???"
No to podczas takiej właśnie akcji, ja, kobieta niezrównoważona, opętana potrzebą szydełkowania, trafiłam na zdjęcie takiej serwety. Instynkt przetrwalno-szydełkowy spowodował u mnie rozszeżenie źrenic, drżenie rąk i zwinne ruchy w kierunku szydełka... 😉 i jeszcze szybszy pęd po kordonek 😂
Schemat znalazłam w gazetce "Robótki ręczne " z 2007 roku (numer 9). Ale i na Pinterest znajdziecie kilka bardzo podobnych schematów https://pin.it/qr7wnoctnoxqex albo https://pin.it/65wsp3x463c5df . Pierwszy różni się środkiem, drugi w środkowej i kończącej obróbce zamiast półsłupków ma słupki 😁 Identycznego schematu jeszcze nie znalazłam...
Serwetka ma 10 okrążeń i wymaga sporej koncentracji. Choć mała to pięciokrotnie i sześciokrotnie nawijane słupki dają "popalić" 😉 Warta jest jednak tego skoncentrowana i uwagi... to kwintesencja koronki.
Polecam zrobienie takiej koroneczki 😍 Wymaga szydełkowej "gimnastyki" ale efekt rekompensuje wszelkie trudy 😎
W moim wykonaniu ma 35cm średnicy. Zrobiłam ją kordonkiem Muza 20 i szydełkiem 0,95.
Chwilowo schowałam ją na wyjątkowe okazje 😉 A taka właśnie niebawem nadejdzie...
poniedziałek, 25 czerwca 2018
Serweta z mnóstwem pikotków.
Wakacje! Wreszcie wakacje!
Nadrobię wreszcie wszystkie "pisane" zaległości 😃 Zacznę od serwety, którą skończyłam w kwietniu, zdążyłam zrobić zdjęcia... i wszystko poszło w odstawkę, bo szkolny rytm dnia moich Dzieci, kształtował także i mój dzień. Tak sobie myślę, że w dzisiejszych czasach w każdym domu Mama i Tata to podstawa, ale potrzebny jest jeszcze kierowca na pełen etat! Nie opanowałam pisania postów w samochodzie, kiedy czekam na Dzieciaki 😉, zdjęcia na fotelach robi się niezbyt poręcznie. Dwa miesiące wakacji... jest szansa, że teraz rytm będzie inny a przynajmniej wieczory dłuższe, bo rano nikt nie będzie pędził do szkoły.
Kiedy zobaczyłam schemat przeszło 10 lat temu, wiedziałam, że ta serweta będzie moim "must have"...kiedyś. Wtedy, kiedy przekonam się do pikotków. Wreszcie "dorosłam". To ten moment - pomyślałam. W szafce do dyspozycji było kilka kordonków, zdecydowałam się na biały Altin Basak Klasik. Szydełko 0,75.
Na samym początku jeszcze liczyłam pikotki, po stu trzydziestu przestałam... To najbardziej "pikotkowa" serwetka jaką kiedykolwiek robiłam (nawet kilka koniakowskich koronek, które zrobiłam miały ich mniej). Muszę przyznać, że serwetkę robi się przyjemnie. Wymaga troszkę skupienia i wprawy, ale efekt jest niesamowity, a sama serwetka niezwykle delikatna. Jedyny minus - trzeba blokować. Ilość pikotków, delikatność serwety i cienka nić wymuszają upięcie serwety podczas suszenia.
Schemat zamieszczony jest w gazetce "Robótki ręczne" 9/2008. Ale można go również znaleźć w sieci, chociażby na Pinterest https://pl.pinterest.com/pin/574420127469683896/
Serweta chwilowo trafiła do szuflady, nie mam okrągłego stolika, na prostokątnej ławie nie prezentuje się dobrze. Moje najstarsze Dziecię od jakiegoś czasu wspomina coś o łapaczach snów... Może więc znajdzie inne zastosowanie...
W moim wydaniu serwetka ma 43cm. średnicy. Jest idealna na drobny, gustowny i efektowny prezent.
Wykonana z grubego kordonka byłaby niebanalnym obrusem. Obawiam się jednak, że wtedy nabrałaby toporności i straciłaby cały swój urok, delikatność i subtelność.
Na wakacje życzę Wam, moi Kochani Czytelnicy, słońca, pogody ducha i wielu pięknych inspiracji, nie tylko szydełkowych. 🌞🌄🌅🌇
Nadrobię wreszcie wszystkie "pisane" zaległości 😃 Zacznę od serwety, którą skończyłam w kwietniu, zdążyłam zrobić zdjęcia... i wszystko poszło w odstawkę, bo szkolny rytm dnia moich Dzieci, kształtował także i mój dzień. Tak sobie myślę, że w dzisiejszych czasach w każdym domu Mama i Tata to podstawa, ale potrzebny jest jeszcze kierowca na pełen etat! Nie opanowałam pisania postów w samochodzie, kiedy czekam na Dzieciaki 😉, zdjęcia na fotelach robi się niezbyt poręcznie. Dwa miesiące wakacji... jest szansa, że teraz rytm będzie inny a przynajmniej wieczory dłuższe, bo rano nikt nie będzie pędził do szkoły.
Kiedy zobaczyłam schemat przeszło 10 lat temu, wiedziałam, że ta serweta będzie moim "must have"...kiedyś. Wtedy, kiedy przekonam się do pikotków. Wreszcie "dorosłam". To ten moment - pomyślałam. W szafce do dyspozycji było kilka kordonków, zdecydowałam się na biały Altin Basak Klasik. Szydełko 0,75.
Na samym początku jeszcze liczyłam pikotki, po stu trzydziestu przestałam... To najbardziej "pikotkowa" serwetka jaką kiedykolwiek robiłam (nawet kilka koniakowskich koronek, które zrobiłam miały ich mniej). Muszę przyznać, że serwetkę robi się przyjemnie. Wymaga troszkę skupienia i wprawy, ale efekt jest niesamowity, a sama serwetka niezwykle delikatna. Jedyny minus - trzeba blokować. Ilość pikotków, delikatność serwety i cienka nić wymuszają upięcie serwety podczas suszenia.
Schemat zamieszczony jest w gazetce "Robótki ręczne" 9/2008. Ale można go również znaleźć w sieci, chociażby na Pinterest https://pl.pinterest.com/pin/574420127469683896/
Serweta chwilowo trafiła do szuflady, nie mam okrągłego stolika, na prostokątnej ławie nie prezentuje się dobrze. Moje najstarsze Dziecię od jakiegoś czasu wspomina coś o łapaczach snów... Może więc znajdzie inne zastosowanie...
W moim wydaniu serwetka ma 43cm. średnicy. Jest idealna na drobny, gustowny i efektowny prezent.
Wykonana z grubego kordonka byłaby niebanalnym obrusem. Obawiam się jednak, że wtedy nabrałaby toporności i straciłaby cały swój urok, delikatność i subtelność.
Na wakacje życzę Wam, moi Kochani Czytelnicy, słońca, pogody ducha i wielu pięknych inspiracji, nie tylko szydełkowych. 🌞🌄🌅🌇
Subskrybuj:
Posty (Atom)




























