środa, 5 kwietnia 2017

Obrus do pięknego wnętrza.

Niedziela, 26 marca...
Taką datę zauważycie na zdjęciach, na starym, zabytkowym, mechanicznym kalendarzu.


W to piękne, słoneczne, ciepłe przedpołudnie miałam okazję zobaczyć i sfotografować obrus, który powstawał przez ponad 2 miesiące. U nowych właścicieli, w drewnianym, starym domu, w otoczeniu pięknych mebli, porcelany i rodzinnych bibelotów powstała piękna sesja zdjęciowa. To ona wpłynęła na sposób narracji w tym poście :) Technicznymi "sucharami" podzielę się na końcu...




















Pani Wiosna, którą było już czuć wszędzie, łaskawym okiem zerknęła na nasze zmagania z aparatem i  przesłała nam mnóstwo pięknego światła, dzięki któremu lampa błyskowa poszła w kąt, a my odkrywałyśmy uroki naturalnego światła :)






























Dzięki pięknej porcelanie i rodzinnym pamiątkom, które Pani Domu wyciągnęła, nasze zdjęcia zyskały niezwykły klimat. Takie cudowne poczucie, że wszystko ma tu swoje miejsce.


Cenię sobie domy pełne pamiątek, starych drobiazgów, fotografii, zabytkowych mebli. Uszczerbione zębem czasu przedmioty mają swoją historię. Czasem, to drobiazg potrafi wzbudzić naszą ciekawość i sprawić, że z zapałem poznajemy rodzinne dzieje. Niekiedy, kiedy nie wiemy kto jest na zdjęciu, albo gubimy się w domysłach do czego służyła dana "rzecz", pozwalamy sobie puścić wodze fantazji.
A z drugiej strony pojawia się strach, by "wprowadzając" zdobycze nowoczesności nie zepsuć ogólnego wyglądu...nie stracić takiego cudownego klimatu. Ale Właściciele tego domu wiedzą co robią :) Cieszę się, że w ociupince, dane mi było podarować temu Domowi coś od siebie.



Kiedy, jeszcze w ubiegłym roku, ustalałam szczegóły co do obrusu czułam się niepewnie...niespokojna o końcowy efekt. Zupełnie niepotrzebnie. Odważyłam się zaproponować kilka wzorów. Żeby nie być gołosłowną i nie posługiwać się wyłącznie schematami i wyobraźnią właścicieli, przyniosłam gotowe przykłady. Było to kilka większych bieżników i kilka próbek wzorów ( kilka połączonych elementów, by w głowie mogła już pojawić się całościowa wizja). Żeby każdy z nich można było położyć na blacie stołu i "na spokojnie" wybrać. Kolor Pani Domu wybrała już wcześniej. Ecru to kolor bezpieczny. Położenie w drewnianym, dość ciemnym domu białego obrusu sprawiłoby, że kontrast kolorystyczny byłby zbyt duży, a efekt rozjaśnienia wnętrza aż raziłby w oczy.


Wielkość też łatwo sprecyzować, bo wymiary blatu to 100x140cm a obrus miał swobodnie, ale niezbyt długo zwisać poza krawędź. W przybliżeniu wymiary całego obrusu to 145x180 cm.
Kwestia kordonka, co do jego grubości, też szybko została ustalona: Muza 10. Wcześniej podarowałam Właścicielom serwetkę z podkładkami i znany już im był ten kordonek. Poza tym właśnie grubszy kordonek chciałam przeforsować... I nie chodziło tu o fakt, że z grubszego kordonka "szybciej" przyrasta robótka. Masywne kredensy, krzesła i sam stół sprawiłyby, że zbyt delikatne sploty źle by się prezentowały. Obrus tkany "pajęczą" nicią pasowałby jak "pięść do oka" do takiego wnętrza.
Pani Domu wiedziała co robi :) Pozostało już tylko wziąć się do roboty :)


Obrus powstawał dwa miesiące. Niestety,  jeszcze inne obowiązki zajmowały mój czas. Powstało 130 dużych elementów i 108 małych, czyli razem 238 fragmentów łączonych podczas pracy (w ostatnim okrążeniu). Zużyłam na niego 13 kłębków Muzy 10, czyli nawet można określić jego wagę ;) ... daje nam to 1300g. Wzór nie należy do trudnych i jest jednym z piękniejszych.




















Jest tylko jeden minus tego obrusu: trzeba suszyć go uformowanego na płasko :(
Niestety pielęgnacja mniejszych, większych czy ogromnych koronkowych prac to zawsze "wyższa szkoła jazdy", ale można tę sztukę opanować do perfekcji :) Dzięki temu możemy cieszyć oczy :)


wtorek, 21 marca 2017

Wielkanocny koszyczek.

   Ostatnio coraz więcej znajomych zaczyna pytać: "I jaki będzie twój koszyczek ze Święconką...?"
Zawsze czuję się zakłopotana tym pytaniem... Nigdy nie był nadzwyczajny, nigdy nie zabiegałam,by był obiektem, na który wszyscy zerkają... Jest skromny co do potraw i skromny co do "wystroju".
Potrawy tradycyjne; chleb, sól, jajka gotowane w łupinach cebuli (tych zawsze jest sporo), chrzan, wędlina, kawałek drożdżowej babki. Taki koszyk pamiętam z dzieciństwa, taki przygotowywała Babcia i Mama, i taki chciałabym zobaczyć... w przyszłości, w rękach moich wnuków.
Dekoracja też jest skromna: białe lniane serwetki i bukszpan. Tego ostatniego przyznam się szczerze, nigdy nie żałuję. Jedyną koronkową ozdobą jest otoczka na koszyczku. Robię ją sama na szydełku :)
Ta dziergana praca wprawia mnie zawsze w świąteczny nastrój (podobnie jak dzierganie gwiazdek przed Bożym Narodzeniem). Lubię, kiedy Święta Wielkanocne mnie wyciszą, w przeciwieństwie do świąt grudniowych, kiedy to poddaję się z pełną świadomością temu "wariactwu".


Co roku dziergam inną otoczkę, zawsze w białym kolorze.


Różnią się wzorami, szerokością, czasem zrobię jej aż tyle, że jest suto marszczona :)


 Marszczę je na wstążce, czasem pod nią dodaję cienką gumkę.


W zależności od wzoru wstążki są atłasowe albo transparentne, szersze lub węższe. Koniecznie białe.
Lubię tę biel wielkanocnych koszyczków :)


W tym roku otoczkę już zrobiłam, jest w "ananaski". Będzie bardziej "jajecznie" ;) Jest już na zdjęciu wyżej, ale umieszczę jeszcze jedno ujęcie.


Wzory pochodzą z Pinterestu, z którego czerpię nie tylko schematy, ale też inspirację. Mam już kilka otoczek. Co roku po Świętach piorę je, krochmalę i chowam do szuflady. Zrobił się już tego spory zapasik ;) Robię je z cienkiego kordonka (grubości 50 a nawet 60) cieniutkim szydełkiem 0,5. Są wtedy delikatne i pięknie układają się na koszyczku.


Wielkanoc to czas, kiedy zdecydowanie najmniej robię dla siebie (tylko jedną otoczkę na koszyczek), a dużo więcej dla Bliskich i znajomych. Całkiem spory zapas serwetek (kilka z nich możecie zobaczyć w poprzednim poście), mnóstwo "ocieplaczy" na jajka, koronkowych jajeczek do powieszenia.


Mnie już niewiele zostaje, ale nie rozpaczam z tego powodu. Lubię taką Wielkanocną ascezę, im mniej dekoracji tym lepiej :)


Gałązki wiśni zerwane w Niedzielę Palmową, trzymane w domu, rozkwitną. I razem z gałązkami bukszpanu będą dla mnie, jak co roku, najlepszą dekoracją.

poniedziałek, 13 marca 2017

Przedświąteczne testy.

Pasmanteryjne nowości kordonkowe, to coś co zawsze skupia moją uwagę w sklepach. Zaprzyjaźniona Pani, z lokalnej pasmanterii, zawsze stara się polecić mi jakąś "nowość". Czasem takie nowinki biorę bez zmrużenia oka. Jest jednak warunek - naturalne włókna - tylko one wchodzą w grę i tylko z takich dziergam :)
Ostatnio w moje ręce wpadł kordonek naszej rodzimej produkcji w szpuli. 100% bawełny z Ariadny 30x4, kolor biały. Wyszły z niego piękne serwetki :)



Pierwsza z motywem ananasów. Taki wzór, troszkę "jajeczny" najbardziej kojarzy mi się z Wielkanocą. Ozdobny brzeg, moim zdaniem, wysubtelnia tę prostą serwetę. Idealna do koszyczka ze święconką :)







Druga serwetka powstała z wzoru, który znalazłam w zakamarkach Babcinego kufra. Prosta, wiosenna, słoneczna :)



Trzecia serweta podobna do poprzedniej. Dość skromny środek i dekoracyjny brzeg.
Wszystkie powstały z przeznaczeniem na nadchodzącą Wielkanoc. Obdarowani sami zdecydują czy położą je na stole czy włożą do koszyczków.
Wracając do omówienia kordonka. Jest odrobinę grubszy od bardzo lubianego przeze mnie Altin Basak Klasik 50. Poniżej zdjęcie nowej szpuli Ariadny (kordonek nie posiada swojej nazwy) i uszczuplonego już przez dzierganie Altin Basaka :)


Szydełko 0,75 jest idealne do tego kordonka ( przy Altin Basak używam 0,6 , ostatecznie 0,7 ).
Ariadna dobrze skręciła swój kordonek, dzięki temu nie rozdwaja się podczas pracy z nim. Jest to nić merceryzowana o lekkim połysku (mniej połyskliwa niż Altin, podobna do Muzy).

To co zdecydowanie wyróżnia tę nić to jej sztywność. Proszę się nie bać, nie kaleczy palców podczas dziergania, robi się nią przyjemnie, gładko prześlizguje się przez palce i szydełko... Efekt końcowy jest zdecydowanie sztywniejszy. Dla mnie to zaleta i, jak się okazało, oszczędność. Nigdy nie krochmalę serwet "na blachę", ale dotąd zawsze spryskiwałam je Ługą rozcieńczoną z wodą by lekko je usztywnić. Teraz wystarczy przeprasować i gotowe :)  Już podczas robienia (zdjęcie powyżej) dzierganki dobrze trzymają formę :)
Znalazłam jeden minus,na szpuli nie podano długości nici :( Dopiero w katalogu nici zdobniczych, jaki można pobrać ze strony Ariadny http://www.ariadna.com.pl/index.php?id=10  można poznać ich długość.  Istnieją pod nazwą "Nici bawełniane", zaleca się je do koronki koniakowskiej i frywolitki, polecane szydełko 0,9, w nawoju mają 1000m.
Cena kształtuje się podobnie jak w przypadku Altin Basak Klasik.
Ja już wykorzystałam cały nawój, wyszły z niego 4 serwety o średnicy ok 30cm. Kupiłam już kolejne szpule :) Polecam te nici zwłaszcza na bardzo ażurowe serwety, ich sztywność wpłynie na piękno i utrzymanie formy.

środa, 22 lutego 2017

Elegancja chusteczek.

Trzysta lat temu musiałybyśmy się wbić w gorset, kilka halek, założyć fikuśny panier lub fortugał, który modelował suknie... tylko po to, by podkreślić swą wąską kibić. By wzdychali do nas utrefieni panowie w przykrótkich gatkach i perukach na głowie, zachwycający się naszą talią osy. Dzielni ci mężczyźni służyliby nam rycersko swym ramieniem, gdybyśmy postanowiły zemdleć w dowolnej chwili (bo skrępowane gorsetem nie mogłybyśmy złapać tchu).
Dwieście lat temu żyłybyśmy w czasach empire i nosiły bardziej romantyczne stroje, które podkreśliłyby nasz wdzięk i kobiecość przesunięciem pasa pod biust. Nasi rycerze nosiliby wysokie buty, wąskie porcięta, fraki odkrywające kamizelkę oraz wysoko zapiętą koszulę z apaszką.
Sto lat temu jak donosi Ilustrowany Kuryer Codzienny już bez tiurniur i krynolin : " Dla strojów wybrano modele półdługie, a jedynie młodym paniom dozwala moda na noszenie krótszych spódniczek. Talia uległa więc skróceniu, w przeważnej natomiast liczbie modeli zauważyć można rozszerzenie pleców i oswobodzenie szyi. Krótkie również są wszystkie żakieciki, przybrane skromnie, lecz wytwornie. Przy niektórych, jako efektowny dodatek, daje się zauważyć lekki szal, zgodny w tonie z kolorem stroju, przeważnie sporządzony z jedwabiu i podobnych materyi, przybrany haftami, naszywaniami i t. d.
Na ogól robią modele bardzo dobre wrażenie, jakkolwiek wybitnie akcentują konserwatyzm wiedeński."    (link do strony : http://100lattemu.pl/styl-zycia/moda/25465-wiosenna-moda-na-r-1917)
Spytacie zapewne... po co tak długi wstęp?  Chodzi o cechy wspólne :) Na przestrzeni wieków niewiele się zmieniło. Absolutnym "must have" były przez setki lat parasolki, które chroniły przed nieprzyjaznymi warunkami atmosferycznymi a także przed słońcem (taki odpowiednik współczesnego kremu z filtrem ;) ) oraz eleganckie chusteczki. Te niewielkie skrawki materiału (często noszone za stanikiem, kieszeni wtedy nie znano) służyły do powachlowania się przed omdleniem lub otarcia łezki emocji, która pojawiła się w kąciku oka.
Parasolki już też odeszły do lamusa, czasem jeszcze widuję je na ślubnych zdjęciach w rękach Panny Młodej, taki ślubny look. 
A co do chusteczek, z przykrością stwierdzam, że użycie eleganckiej chusteczki jest już rzadkością. Uosobieniem właściwego zachowania i savoir-vivre'u jest brytyjska królowa Elżbieta II. Osoba, przy której należy wiedzieć, w którym momencie i po co takiej chusteczki się używa. I co należy zrobić kiedy Ona jej użyje i w jaki sposób :)


Ciągle, na szczęście, jeszcze widuję takie chusteczki w rękach starszych pań a także, coraz częściej, u młodych, którzy szczególną wagę przykładają do zasad etykiety. I słusznie!!! Prócz wpojenia zasad dobrego wychowania przyjemnie mieć przy sobie piękny drobiazg :)
Dziś o takich chusteczkach...


Chusteczki od lat piękna koronką ozdabia moja Mama. Do ich powstania potrzebny jest batyst i cieniutki kordonek.


Batyst, dziś już trudno dostępny, to tkanina o delikatnej fakturze, bardzo cienka, czasami przezroczysta. Jest tkana splotem płóciennym i bielona, włókna w niej użyte to bawełna lub jedwab czasem  len. Na chusteczki najlepszy jest batyst nieprzezroczysty, bawełniany.


Delikatność takiego materiału powoduje, że przed obdzierganiem go szydełkową koronką nie należy podszywać linii brzegowej, gdyż spowoduje to powstanie grubego rantu, który będzie się prezentował mało efektownie.


Chusteczek jest całkiem sporo. Wybrałam haftowane. Małe dzieła sztuki. Dla mnie, to taka retrospektywna wycieczka, pierwsze z nich widziałam jako kilkuletnie dziecko. Pamiętam Mamę, która siada z szydełkiem i tworzy te małe cuda. Nie ukrywajmy więc, że przedstawione na zdjęciach chusteczki mają już kilkadziesiąt lat :) Ale upływ czasu nie odbiera im uroku :)





Przejdźmy do konkretów :) Batystowe chusteczki przywiozła moja Mama ze studenckich wojaży do NRD,  ponad 40 lat temu (były już haftowane). Melanżowy, bawełniany kordonek, grubość 80, także. Takie nici można kupić i dziś, ma je w swej ofercie DMC (to kordonki Special Dentelles).

 
Kordonek jednobarwny to już nić naszej rodzimej produkcji :)  Dobrze, ze w maminych zapasach jest go całkiem sporo, bo Ariadna zaprzestała już produkcji tak cieniutkich bawełnianych kordonków :( Mnie osobiście taka sytuacja zupełnie nie odpowiada, bo z latami szydełkowania coraz chętniej sięgam po cieniutkie nitki, coraz bardziej doceniając filigranowość takich prac.
Obecnie kordonek 80 kupuję w Czechach, ale jego gama kolorystyczna zawiera tylko biel i odcienie ecru. Kordonki DMC oferują nie tylko melanże ale także sporą gamę kolorystyczną, niestety są trudno dostępne w Polsce i  nie ukrywam, że ich cena nie należy do tanich.


Po latach materiał nie zżółkł, a kolory haftów i kordonków nie wyblakły :)






Koronkowe bordiury, to autorskie wzory mojej Mamy. Wzory oparte o słupki, półsłupki i pikotki :)
Trochę wyobraźni, chusteczka, kordonek, szydełko, małe czary-mary i gotowe :)



Moja Mama i Babcia od lat noszą takie chusteczki w torebkach. Mały, elegancki drobiazg może być pięknym dodatkiem. Niemy świadek wzruszeń...
























Chusteczki mają wymiary około 25x25cm. Gdy koronkowa bordiura jest szersza, są nieco większe.


Wszystkie bardzo kobiece, subtelne i delikatne.




Za kilka lat, kiedy przez moją torebkę przetoczą się już moje dzieci i przestanę nosić pampersy, nawilżane chusteczki, plastry, soczki i ciastka na wszelki wypadek, składane torby na duże zakupy... zmienię torebkę na kilka rozmiarów mniejszą. Zapanuje w niej porządek! I znajdzie się honorowe miejsce na takie małe cudo !!! Chusteczka elegancka :)