czwartek, 21 listopada 2019

Konkurs

   Konkurs na Koronkę Koniakowską i Beskidzki Haft Krzyżykowy był moim marzeniem. Nie, żebym miała aspiracje wysłać na niego swoje robótki... po prostu, zawsze bardzo chciałam zobaczyć konkursowe prace. Wydawało się to marzeniem ściętej głowy,  ponieważ ostatni taki konkurs został zorganizowany w 2011 roku i potem zaległa cisza...
   W sierpniu 2019r. pani Lucyna Ligocka-Kohut,  Prezes Fundacji Koronki Koniakowskie postanowiła reaktywować ten konkurs. Do Centrum Koronki Koniakowskiej, gdzie Fundacja ma swoją siedzibę, Koronczarki i Hafciarki zaczęły przynosić swoje prace. Konkurs rozstrzygnięto w połowie października.
Kiedy pod koniec października dostałam zaproszenie na pokonkursowy wernisaż,  poczułam się niezwykle wyróżniona.


   Piękno koronek i haftów wprawiło mnie w osłupienie, zdumienie i... zachwyt. Po raz pierwszy dla mnie, zza tych cudownych prac wyszły ich Autorki. Koronczarki, których nazwiska i zdjęcia oglądałam w lokalnych gazetach. Wszystko nabrało realnego, a nie internetowego wymiaru, z emocjami, wzruszeniem i możliwością rozmowy. Tym bardziej, że podczas tego wernisażu zostały ogłoszone wyniki Konkursu i wręczone nagrody.


 
















 
   To były niesamowite trzy godziny. Nasyciłam oczy niezwykle misternym pięknem. Miałam przyjemność porozmawiać z autorkami prac.




















  Po raz pierwszy koronki przestały być dla mnie "anonimowe". Za każdą z prac stanęła jej autorka z krwi i kości,  z własną historią, indywidualnym stylem... Po raz pierwszy też uzmysłowiłam sobie jak bardzo koronki koniakowskie zrośnięte są z codziennością, życiem, historią i tożsamością mieszkańców Trójwsi.




















    Zdałam sobie sprawę, że nigdzie indziej na świecie nie powstaną takie koronki. Choćby rozrysowano schematy na motywy, a Koronczarki organizowałyby warsztaty, na których pokazywałyby technikę , to na niewiele zda się to tym, którzy chcieliby posiąść wszystkie tajniki koronki koniakowskiej.  Plastyczności tej koronce nadaje "tu i teraz" jej twórczyń, bo każdy element jest zmieniany na potrzeby tej a nie innej serwety, bo to, a nie inne przypięcie "kwiotka" w jednej koronce będzie idealne a w innej zupełnie się nie sprawdzi. Bo dzisiejsze spotkanie Heklowaczek może zaowocować nowym motywem a jutrzejsze... rozwinąć ten motyw w kolejny kwiotek. Piękno tej koronki nie polega na robieniu tylko jednej kompozycji, ale na tworzeniu wielu nowych. Ilość motywów pozwala na szydełkowaniu coraz to innych kompozycji. Heklowanie róziczki to praca twórcza. 



  Kiedy kilka lat temu, pełna buty i pewności siebie zapisałam się na pierwsze warsztaty koronki koniakowskiej byłam przekonana, że nauczę się tej techniki szybko, sprawnie... niemalże bezproblemowo... Z każdym kolejnym dniem nabierałam pokory... I o ile moje umiejętności szydełkowe były na bardzo dobrym poziomie... o tyle po warsztatach zostawałam sama... bez mamy, babci, cioci, sąsiadki, która w kazdej chwili mogła podpowiedzieć, pokazać kolejny motyw albo wskazać co robię źle. Wyuczenie się samych motywów to część warsztatu.  Przebywanie w domu, w ktorym się hekluje od pokoleń, to niezastąpiona nauka. Podpatrywanie, słuchanie i oswajanie każdego kompozycyjnego rozwiazania to niezwykłe "wiano", które koronczarka-matka przekazuje swojej koronczarce-córce. Kilometry wspólnie przerobionych nici. Tego nie da się wydrzeć i sobie przywłaszczyć. Co wiec pozostaje?... Kopiowanie? Wszak koronka koniakowska to proces twórczy, nie odtwórczy...



   
















    Koniaków. Fenomen... Ilość koronczarek na kilkunastu kilometrach kwadratowych... niespotykana. Na około 4000 mieszkańców tej pięknej wsi, położonej w Beskidzie Śląskim,  ponad 700 to Koronczarki.




















     Nie ukrywam, że dziś patrzę na koronki koniakowskie z zachwytem. Widzę w tych misternych dziełach sztuki niezwykłą historię nie tylko rękodzieła, ale również lokalnej społeczności.






















 Dlatego tym razem wpis trochę inny... Na zdjęciach Osoby, które sprawiają, że mogę podziwiać koronki - Koniakowskie Koronczarki. A także Hafciarki, które w niezwykły sposób swoją tradycję malują igłą i muliną.





















Ten wpis nie będzie pełny jeśli pominę Jury i nagrodzone przez niego artystki.
Spotkanie jury, w skład którego weszły: wybrana na przewodniczącą dr hab. Kinga Czerwińska (Uniwersytet Śląski), Dorota Ząbkowska (MKiDN), mgr Katarzyna Rucka-Ryś (Muzeum Regionalne Na Grapie w Jaworzynce), Zuzanna Kubaszczyk (koronczarka) oraz Monika Wałach-Kaczmarzyk (hafciarka), odbyło się 11 października 2019 r.

W wyniku obrad przyznano następujące nagrody i wyróżnienia:

W kategorii koronka

                    1. Miejsce: Zuzanna Ptak z Koniakowa Dachtonów   
                   Dorota Cieślar z Koniakowa Grónika 
 
            2. Miejsce: Marta Legierska z Koniakowa Kadłuby
                    Halina Kukuczka z Koniakowa Grónika 

3. Miejsce: Wanda Kubica z Koniakowa Kadłuby
                         Małgorzata Krężelok z Koniakowa

Wyróżnienia

     Irena Motyka
              Anna Sikora
         Grażyna Bryś 



W kategorii haft:

1. Miejsce: Bożena Kąkol z Jaworzynki,
      2. Miejsce: Agnieszko Pawlitko z Cieszyna 
      3. Miejsce: Anna Kąkol z Jaworzynki Stańki 

Wyróżnienia
   Weronika Łacek z Jaworzynki Stańki 
   Bronisława Polok z Jaworzynki Czepczory






















   Starałam się by zdjęcia dodać właśnie w takiej kolejności, w jakiej wręczano nagrody i wyróżnienia.

  



 Warto wspomnieć, że tradycja koronczarstwa i haftu ma ponad stuletnią historię i  tradycję. Stanowi kluczowy element lokalnej kultury i bez wątpienia jest ważnym czynnikiem kształtującym świadomość przynależności do lokalnej ziemi.


   Wielkim wyróżnieniem dla mnie była obecność na tak niezwykłej uroczystości. Podziwianie prac, rozmowa z ich Aurorkami. Muszę przyznać, że jury miało niezwykle ciężki orzech do zgryzienia. Poziom prac był niezwykle wysoki, to rozmiarowo mniejsze lub większe arcydzieła.


     Mam niepowtarzalne wspomnienia, byłam świadkiem pięknych emocji. A pokłosiem tego wieczoru stał się ten post oraz artykuł "Osobliwości beskidzkiej ziemi", który znaleźć można w kwartalniku "Relacje - Interpretacje", wydawanym przez Regionalny Ośrodek kultury w Bielsku - Białej.


              Wszystkich zainteresowanych zapraszam do przeczytania artykułu "Relacje  - Interpretacje" nr 4 (56) grudzień 2019r. str. 26
http://www.rok.bielsko.pl/wydawnictwa.php?cat_id=wydawnictwa_1298019345
Artykuł ten sprawił, że pisząc go, dane mi było zgłębić wiedzę na temat beskidzkiego haftu krzyżykowego i  cieszyć się, że po raz kolejny spotykam się z historią koronki koniakowskiej.




Obie tradycje pięknie spotykają się w kobiecym stroju ludowym - koronkowy czepiec i haftowane kabotki oraz chusty. Każda z tych technik zachwyca także osobno.  
Kultywowanie tradycji jest w tym regionie niezwykle ważne. Obie techniki stały się niepowtarzalną osobliwością beskidzkiej ziemi. Docenienie i promowanie tak pięknego, pracochłonnego rękodzieła pozwoli ocalić je od zapomnienia i przybliżyć kolejnym pokoleniom.
W rodzinnych przekazach prócz tajników warsztatu, w zachowaniu symetrii, kładzie się nacisk na umiejętny dobór elementów, ich bogactwo. To wszystko razem tworzy ład, harmonię i przejrzystość kompozycji. 



 Ponad stuletnia tradycja helkowania i haftowania zobowiązuje. W pracach konkursowych zauważyć można nie tylko tradycyjne motywy i formy ale również ogromne przygotowanie Hafciarek i Koronczarek do Konkursu. Wiele  nich  przemyślało swoje prace, starając się w nich ukazać nie tylko doskonałość warsztatu, staranność wykonania, bogactwo motywów ale również pokazać, że tradycyjne wzory można zamknąć w różnych kształtach. W przypadku koronki jedna z artystek przedstawiła swe prace w formie koła, prostokąta i  kwadratu. Tradycyjny beskidzki haft krzyżykowy zdobi męską koszulę, kabotek i …plecak. Niezwykły zachwyt wzbudzają prace wykonane z cienkich nici. Koronczarki sięgnęły po kordonki grubości 80, a nawet 100 (zbliżone grubością do średnicy ludzkiego włosa), Hafciarki na cieniutkim płótnie wyszywały pojedynczą nicią z pasemka muliny.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz