Pokazywanie postów oznaczonych etykietą handmadewithlove. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą handmadewithlove. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 stycznia 2022

Szaraczek ogrodowy. Wakacyjny obrusik

"Dobrze jest znaleźć sobie hobby, które tak człowieka wciąga i sprawia, że z radością czeka się na kolejny tydzień, zamiast ponuro liczyć dni"

Cecelia Ahern

 

Cieszę się, że mam hobby 💪 Nawet moja kochana Wielka Czwórka twierdzi, że  zmierzła i wrzeszcząca mama, to ta która jeszcze tego dnia nie złapała za szydełko  😂 Chyba mają rację 🥰 I jestem im bardzo wdzięczna za to, iż pozwalają mi tę pasję realizować a do moich dziergadeł podchodzą z wielką atencją i skwapliwie chowają w bezpieczne miejsce gdy na stół wjeżdżają farby albo nożyczki i klej 🤩

Jakiś czas temu pomyślałam, że może czas zrealizować swoje marzenie i pozwolić sobie na szaleństwo. Tym szaleństwem  miał być szydełkowy obrus na stół ogrodowy. Taki, któremu niestraszne będą kiełbaski z grilla, ketchup i rozlana lemoniada.


Potem jednak przyszła  chwila na zastanowienie i odrobinę wyhamowania w tym szaleństwie. Spowolnienie spowodowane było poszukiwaniami 🧐niteczki... Takiej bardzo przystępnej cenowo, bawełnianej, najlepiej w pięknym gołębim kolorze,  niezbyt cienkiej,  z magiczną właściwością- wystarczy strzepnąć a już wygląda jak uprasowany 🙈  Wyobraźcie sobie, że jeszcze żaden producent nie wymyślił i nie wyprodukował takiej niteczki!!! 😉 Ale mimo wszystko udało mi się znaleźć coś zbliżonego do tego mojego ideału 💪

Żarty na bok!


Nici Polskie znałam już od dłuższego czasu. Zrobiłam już z nich piękny filetowy bieżnik, różności na kiermasze szkolne dla moich dzieciaków, kolejny filetowy bieżnik, obrabiałam styropianowe jajeczka i popełniłam kolejny bieżnik. Lubię tę  bawełnianą nitkę. Po praniach nie zmienia koloru, przyjemnie się z niej dzierga ale trzeba mieć już wyrobioną rękę bo nitka jest słabo skręcona i ma delikatny "meszek". Wiele osób woli dobrze skręcone, idealnie gładkie nici. Nici Polskie nie poddają swoich produktów merceryzacji ale wiedząc o tym, dostajemy bardzo dobry produkt, o dużej wytrzymałości ( wcale nie tak łatwo przerwać tę niteczkę) w całkiem bogatej gamie kolorystycznej i różnych grubościach.

 

 Gołębiego niestety nie ma, ale szarość też przypadła mi do gustu.  Wybrałam największą grubość niteczki (30tex x 6) z trzech jakie są oferowane. Zaraz po rozpakowaniu przesyłki zabrałam się za szydełkowanie.


Wzór miałam już w głowie, bo robiłam nim bieżnik. Pierwszy bieżnik z tego wzoru miał 450 elementów, robiony był z cienkiego Altin Basak Klasik 50 i był prezentem ślubnym. Robiłam go ekspresowo i nawet nie miałam czasu pstryknąć mu fotki.


Wracając do ogrodowego szaraczka. Kwadrat z kwadratowych elementów... to nie mogło się nie udać 🤩. Szybko i sprawnie.

 

Kwadrat 14x14 elementów... to daje (i teraz muszę się skupić, bo moje wpisy czyta moja Rodzicielka - nauczycielka matematyki... nie mogę zaliczyć rachunkowej wtopy 😉) ... to daje ... 196 elementów... ni mniej, ni więcej.

 

Zwyklaczek-szaraczek przeszedł już sporo. Cały ubiegły rok służył nam swoją użytecznością i dekoracyjnością. Muszę jednak zaznaczyć, że nie zostawiałam go na długie godziny na słońcu. Po prostu kładłam go na stole kiedy przy nim siadaliśmy a kiedy kończyliśmy wspólne biesiadowanie -sprzątałam. Niejednokrotnie prałam i prasowałam.


piątek, 21 maja 2021

Prezent dla siebie samej

   To było jak "rażenie piorunem" ⚡zobaczyłam fragment obrusu i wiedziałam, że MUSZĘ go mieć.
Początkowo skrzywiłam nos, bo na zdjęciu elementy były kolorowe, ale pod zdjęciem był też link do wzoru. Nie wahałam się i kliknęłam... Z tym kliknięciem przepadłam na trzy lata. Początkowo nie mogłam zdecydować się na kolor, a że w grę wchodziła biel, ciepły beż lub ecru to problem decyzyjności stał się druzgocący. 🤣
 Klęska urodzaju w kordonkach sprawiła, że byłam niczym baletnica, której przeszkadza rąbek u spódnicy. Nijak... ani do przodu ani do tyłu. Przerobiłam chyba z 17 próbek różnymi niteczkami (od najgrubszej do najcieńszej) i nadal nie decydowałam się na nic. Myślałam, że rzucę tymi elementami do kosza i poszukam kolejnej inspiracji 😡 Pozbierałam wszystko i schowałam do szuflady. Uparta koza ze mnie, pomyślałam i postanowiłam przetrzymać tą chwilową "niemoc"... Wszystko wyciągnęlam już następnego dnia bo obrus śnił mi się całą noc. 
Wstałam szarym świtem i zagadałam do jakiegoś bladego, rudego dziwoląga w lustrze... "czy tobie na mózg padło?!?!?!" A ta cholera nic nie odpowiedzała, tylko zaczęła rechotać... 🤣Wyszłam z łazienki starając się nie ryknąć śmiechem, zrobiłam sobie w kuchni kubas kawy i poczłapałam do komody. Wyjęłam wszystko, co dzień wcześniej tam zamknęłam, rozłożyłam na stoliku i już wiedziałam co i jak. Muza 20 mnie nie zawiodła, kolor bardzo przyjemny, wzór dobrze widoczny a elementy zgrabniutkie - nie jak talerze wielgachne, ale też nie były zbyt małe - takie w sam raz.


   Przez pewien czas wszystko szło jak z płatka. Lekko, szybko, przyjemnie - do momentu, w którym pojawiła się prośba od znajomej o bieżnik. Podjęłam się zrobienia owalnej serwety na dość duży stół. Filecik, grubsza niteczka, dwa tygodnie spokojnego machania szydełkiem, koleżanka zachwycona. Wróciłam do mojego obrusiku. I... pojawiły się schody... jakoś rączka nie chciała wrócić do drobniejszego dziergania, pojawiło się kilka nierównych elementów, trzeba było spruć. To wszystko sprawiło, że odechciało mi się dalszej pracy nad tym wymarzonym obrusem. Po tygodniu walki z ręką, nitką, samą sobą, ponownie schowałam wszystko do szuflady. 😥


    Kiedy obrus "dojrzewał" w komodzie, ja realizowałam kilka kolejnych pomysłów. Miałam wrażenie, że czas wcale nie działa na naszą korzyść, że jeszcze kilka miesięcy a z obrusu zrobi się "ufok", którego pewnie w życiu nie skończę. 


   Z Nowym Rokiem doszły kolejne obowiązki, praca w ciekawym miejscu, nowe wyzwania i piękne plany. Na obrus nie było już czasu. Mimo wszystko chciałam być aktywna na swoim rękodzielniczym profilu na fb, na Instagramie i dalej dziergać, chociaż drobiazgi. Tworzyć tyle, na ile czas pozwoli. 
Do fotograficznego wyzwania na Instagramie wyciągnęłam obrus. Robiłam zdjęcia elementów i tego, co już było połączone, zmieniałam tła, oświetlenie, aranżowałam różne "obrazki". Okazało się, że obrus, mimo że nie był jeszcze zrobiony był najbardziej obfotografowanym dziergadłem jakie kiedykolwiek wypuściłam z rąk.


Niezmiernie ciepłe przyjęcie moich zdjęć w social mediach, liczne komentarze, dobre słowa, sprawiły, że poczułam potrzebę skończenia tego obrusu. Czułam, że troszeczkę oszukuję, bo pokazuję coś, co nie jest gotowe. Coś, co w realu nie przekłada się na żaden namacalny produkt, że troszkę nadmuchałam sobie bańkę, w której nie do końca dobrze się czuję. 🙈🙉🙊
Ręka przy pomocy szydełka na nowo dobrze dogadała się z nitką. Jedyną przeszkodą był notoryczny brak czasu. Znajdowałam go w weekendy, w czasie świąt ale mimo wszystko obrus powoli "rosnął".


   Aż nastąpił ten dzień, który jak się później okaże zmieni nasze zachowania, przyzwyczajenia, nasze rodzinne relacje na długi czas... Czas pandemii postawił wszystko na głowie. Pchnął też zdecydowanie prace przy obrusie. Nim pierwszy lockdown przeszedł do historii i nim wróciłam, w maju 2020r., do pracy, obrus miał 3/4 swojej planowanej wielkości.


   Znów prace nad obrusem zwolniły tempo. Pojawiły się kolejne interesujące projekty. W końcu to miał być obrus dla mnie, musiał ustąpić pilniejszym pracom 😉


    Wraz z kolejnym Nowym Rokiem postanowiłam, że to już koniec, marudom mówimy dość, spinamy co trzeba i kończymy obrus na najbliższe święta. Ręce dwie sprawne, głowa na karku więc takich trzech jak ja jedna...to nie ma 🤭 
Obliczyłam moce przerobowe, wkalkulowałam w to niespodziewane opóźnienia, wieczorne tulasy i czytanie bajek, opady śniegu i zwyczajne "niechcemisię" ... Rachunek był optymistyczny i przewidywał ukończenie obrusu w marcu. W sam raz na Wielkanocne nakrycie stołu 🐣🐣🐣🥚🥚🥚


Nie było odwrotu!  Przecież nie można przez trzy lata dłubać jednego obrusa!!! 


   Zaparłam się. Trzymałam się wyznaczonego minimum i wreszcie obrus był gotowy.   
 
 
Nietypowy w kształcie, przypominał baaardzo wydłużony ośmiokąt. Efekt był niesamowity. Elementy 3D "zrobiły robotę" a wybór Muzy 20 sprawił, że elementy nie były zbyt ciężkie. Nawet puste przestrzenie między kwiatuszkami układały się w bardzo miły dla oka wzór i nadawały lekkości.





   Obrus składa się z 152 elementów. Ot taki monotonny patchwork 💪


Czułam się bardzo dumna, że wypuściłam z rąk taki obrus, że udało mi się przezwyciężyć przeciwności i własne lenistwo.



 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 Na Święta Wielkanocne obrusik oficjalnie zaprezentował się na stole. Jeszcze dążyłam go obfotografować z wielkanocną babą drożdżową nim zniknęła w brzuchach domowników. Kilka pstryknięć z wiosennymi kwiatami i innymi świątecznymi ozdobami i poczułam, że wykonałam kawał dobrej roboty - tej szydełkowej, jako ekipa sprzątająca i gotująca... Święta mogły nadejść.


   Obrus króluje w salonie. Podoba się dzieciom do tego stopnia, że kiedy wyciągają kredki delikatnie go składają i odkładają w bezpieczne miejsce. Nawet opanowały ponowne położenie go na stole na właściwej, PRAWEJ! stronie. I tu odczuwam matczyną dumę... Chyba nauczyłam te moje szkraby doceniać rękodzieło, troszczyć się o nie i żyć wśród niego. Mam na stołach i szafkach wiele koronek, własnych, kupnych i takich, które otrzymałam w prezencie, dbam o nie. I nie wyznaję zasady, że dom to muzeum. Wśród koronek można żyć, są pięknym codziennym dodatkiem, na święta wyciągam te wyjątkowe i też stanowią one oprawę życia świątecznego. Tłumaczę, że trzeba być uważnym, ale to nie są obrazki na które tylko się patrzy i nie dotyka. To moja codzienność, a co za tym idzie codzienność moich dzieci. Wiedzą, ile zajmuje zrobienie obrusu, bo widzą ile czasu na to potrzeba. Widzą jak piorę koronki, jak je suszę, prasuję. Gdzieś w podświadomości zachowają tę wiedzę. W przyszłości same zdecydują czy otoczą się rękodziełem czy nie znajdzie ono miejsca w ich domu. 





    Obrus, tak jak już napisałam wyżej, składa się z 152 elementów. Mimo swych wypukłości bardzo dobrze sprawuje się podczas użytkowania. Kolor ecru należy do moich ulubionych, ale też, przyznać muszę, świetnie komponuje się z głębokim, orzechowym kolorem stołu. 


I choć w pewnym momencie myślałam, że nie skończę tego obrusu... Mało brakowało, by trafił na dno najgłębszej szuflady opatrzony metką "ufok" czyli w slangu szydełkujących czymś, o czym wolałabym zapomnieć, ale i tak śni mi się po nocach, jest czymś w rodzaju wyrzutu sumienia i choć go nie widać wiem, że zaległ w mojej  świadomości... Koszmar prześladujący mnie systematycznie...
To mimo wszystko dałam radę a efekt cieszy moje oko i łechce moją dumę. A co! Czasem trzeba przyznać samej sobie, że ma się na koncie kawał dobrej roboty i powód do zadowolenia 🥰


   Ogromem zdjęć jakie zrobiłam temu obrusowi będę Was pewnie zanudzać przez kolejne kilka lat 🤭 W różnych aranżacjach, konfiguracjach, w sepii, w wersji czarno-białej,  kolorowej, mniej lub bardziej szczegółowej. 
Jestem ciekawa czy i Wy macie takie okazy w swoim rękodziele, które kosztowały wiele zdenerwowania, zrezygnowania, ale mimo trudności powstały i jesteście z nich dumni ? 


   A jeśli będziecie chcieli zrobić dla siebie podobny obrus, albo zobaczyć jakie zdjęcie sprawiło, że podjęłam się tej "karkołomnej" szydełkowaniny... zapraszam na Pinterest, tam znajdziecie również schemat ;)   https://pl.pinterest.com/majda0796/szyde%C5%82kowy-zak%C4%85tek-zrobione/

piątek, 29 maja 2020

Matematyka w służbie bieżnika 🤭

   Im mniej mnie w internetowej przestrzeni, tym więcej szydełkuję 💪 Taka prawidłowość 🤣


 A teraz, kiedy skończyłam, mam chwilę przerwy i mogę usiąść przy komputerze w poszukiwaniu nowych inspiracji albo w uzupełnianiu zaległych wpisów na blogu... blokuje mnie e-nauczanie 😷 Moje pociechy zawładnęły komputerem 💻 a koronawirus zmusza do uważania na siebie.



Ale zamiast narzekać wolę spojrzeć na tę sytuację z pozytywnego punktu widzenia 🤭 Znów mam więcej czasu na szydełkowanie, i już od dawna nie spędzaliśmy czasu tak rodzinnie 😍


   Udało mi się skończyć owalny bieżnik. Był dla mnie nie lada wyzwaniem 💪 Musiałam dość mocno pogłowić się nad nim 🧠 albo zdecydować się na kilkukrotne prucie. A że czasem prucie doprowadza do zaczynania robótki od nowa, to wdrożyłam plan główkowania, przeliczania i nadziei... że moje matematyczne działania nie doprowadzą mnie do czarnej rozpaczy 🤓


Na czym polegał cały szkopuł... Miałam schemat na bieżnik o wielkości 31x52 cm... a potrzebowałam obrus wielkości 65x165cm 🤯


Na szczęście to schemat na przyjemny, owalny filet 💟 Kilka próbek i kilka ciężkich działań matematycznych dały dobry efekt. 🤣 Przy okazji przeprosiłam się z Muzą 10 😉 Nie robiłam już takim "grubaskiem" ponad rok... Miło było do niej wrócić,  choć potrzebowałam godzinki,  żeby oswoić na powrót rękę z grubszym szydełkiem nr 1.25 😊


   Na bieżniczek zużyłam prawie 5 moteczków Muzy 10 w kolorze ecru.  Dziergało mi się go bardzo przyjemnie, choć w niektórych miejscach musiałam wytężyć uwagi, żeby robótka nie falowała bo dodawałam rzędy,  których nie było na schemacie i nie mogło to zaburzyć wzoru.


   Inne jest też zakończenie. Schematowy bieżnik miał filetowe, proste zakończenie z 3 oczek łancuszka pomiędzy słupkami. Ja zdecydowalam, że w ostatnim okrążeniu, pomiędzy słupkami zrobię pikotki.  Dzięki temu bieżnik stał się nieco delikatniejszy.


   Moim zdaniem, taki wzór świetnie będzie pasował do nowoczesnych wnętrz,  ale również tych nieco bardziej rustykalnych.


   Schemat z gazety "Diana Robótki" nr 6/2006. Dzierganie tego "olbrzymka" zajęło mi 10 wieczorów z przyjemnymi filmami w tle... czyli jakieś 20-24 godziny 🕰
 

wtorek, 19 marca 2019

Wyzwanie.

     Milczenie ponoć jest złotem... Ale nie dotyczy to przestrzeni internetowej, zwłaszcza tej blogowej i związanej z social mediami (carramba!). Tam milczenie jest "niebytem", "czarną dziurą" dla statystyk i algorytmów jakimi rządzą się różne aplikacje... W moim przypadku milczenie, zwłaszcza to internetowe, wiąże się z działaniem.  Dobrze, przyznaję... z szydełkowym działaniem (bo mycie okien czeka na zdecydowanie bardziej sprzyjające warunki pogodowe 😉).
      Dlatego w najbliższym czasie będzie bardzo aktywnie.  Skończyłam kilkanaście serwetek, bieżniki i kilka koronek koniakowskich. Kilka słonecznych dni pozwoliło mi zrobić masę zdjęć. Nadal rozgryzam różnego rodzaju programy do obróbki fotek i wreszcie zadowala mnie to, co widzę w efekcie końcowym.
     W pewnej rękodzielnicze grupie na fb, organizowana jest cotygodniowa akcja, dzięki której powstają fantastyczne prace.


     Właśnie taka serweta powstała dzięki tej akcji 🙂  Zasady są proste.  Do wyboru są 3 grupy czasowe (24h, 72h albo 7dni). W każdej z tych czasowych grup są 4 grupy tematyczne (można wybrać czy praca będzie wykonana na drutach czy na szydełku i zdecydować o temacie - serwetka, podkładki pod kubki czy maskotka). Moderatorki grupy łączą wszystkich chętnych w pary lub trójki i zaczyna się "wyścig z czasem"...Choć tak na prawdę chodzi o to by wzajemnie się motywować, pomagać i osiągnąć cel - piękną, perfekcyjną robótkę. Czasu jest wystarczająco dużo by pracę skończyć, bez zarywania nocy 😁 Projekty do wykonania są narzucane przez administratorki grupy.


    Serwetka, którą widzicie na zdjęciach powstała w 72godzinnej grupie czasowej.
Wydziergałam ją ze swojego ulubionego kordonka Maxi Madame Tricote w kolorze ecru (ulubiony jeśli chodzi o kordonki Maxi). Ma 47cm średnicy.Dziergało się ją bardzo przyjemnie, choć pikotki ostatniego rzędu dały trochę "popalić" (ale tylko trochę!)
To nie jedyna praca, jaka powstała w ramach tej cotygodniowej akcji. Kolejne pokażę niebawem 🙂


      Szykuję też dla Was niespodziankę. Zatem, jak to mówią socialmediowcy... stay tuned 😁

wtorek, 5 lutego 2019

Nowy rok... nowe ścieżki.

      Dwa miesiące ciszy... to w blogowym świecie prawie "niebyt". Bloguje się dużo, często i mam wrażenie, że coraz trudniej o dobry temat a znacznie łatwiej o sensację... 😉
Powód nieobecności banalny -  święta, ferie - taki czas dla Rodziny. Ale nie próżnowałam, niebawem "zaleję" Was całą masą serwetek 😉

 

 Zainteresowałam się ostatnio obróbką zdjęć i rożnymi dostępnymi aplikacjami, które sprawiają, że nawet ze zwykłego, "szarego" zdjęcia można zrobić perełkę albo przynajmniej wsadzić go w takie "ramy", że sama taka zabawa staje się wielką przyjemnością...

 

       Od lat chodził mi po głowie kalendarz. Sama nie byłam pewna, czy miał to być wielki ścienny kalendarz, czy może bindowany, biurowy a może po prostu w formie tapety na telefon z kolejnymi miesiącami (takie ułatwienie dla mnie, bo zawsze jestem w niedoczasie i o ile orientuję się jaki jest dzień tygodnia, to data zawsze jest dla mnie niespodzianką ... jaki 5 luty? przecież wczoraj był 27 stycznia...!?!?!?). Przeglądając zdjęcia nawet wybrałabym 12 fajnych fotek, które mogłyby być ilustracją kolejnych miesięcy... Ale na tym się kończyło, bo przeglądając różne oferty zaczynałam kręcić nosem... a to cena nie taka ... a to jakość która mnie nie satysfakcjonuje... albo Pan, który ma swoją wizję MOJEGO kalendarza....


      Ale po kolei!  Zdjęcia robię telefonem ( i to nie jest ten z jabłuszkiem 🙊 ). Do obróbki zdjęć też używam telefonu więc ściągnęłam sobie bezpłatne aplikacje ze "sklepu" z aplikacjami, który obsługuje "właściciel" mojego mobilnego systemu operacyjnego... Są to Snapseed, VSCO, Lightroom CC for mobile (tu - by uzyskać wersję premium i cieszyć się pełną swobodą - trzeba dopłacić..), obróbkę zdjęć można także zrobić przy pomocy instagrama (u mnie zapisane zostaje zdjęcie w "post produkcji" dopiero wtedy, gdy opublikuję owo zdjęcie na Instagramie - a to nie zawsze mnie zadowala...).


Kolejną ważną dla mnie sprawą jest umieszczenie logo (znaku wodnego). Moje zdjęcia - moja własność! Zgadzam się na udostępnienia, z podaniem źródła, ale kradzieży mówię stanowcze NIE! Wiem, że logo nie uchroni mnie przed niecnym procederem, ale Komuś jest już trudniej... a mi łatwiej udowodnić, że jestem ich właścicielką... Tu też kilka aplikacji (też darmowych) - LogoLicious, Shot on Watermark on Photo. Są także oprogramowania do stworzenia własnego logo (znaku wodnego) ale to temat dla mnie obcy, bo logo już mam ;)


     Aplikacji do "bajerów" jest  multum. Mam Kira Camera, która nadaje efekt "błysków", błyszczących gwiazdek. Czasem stosuję to oprogramowanie przy zdjęciach świec, błyszczących przedmiotów, by fotki "rozbłyskiwały" jeszcze bardziej (do zdjęć umieszczanych na blogu nie użyłam tej aplikacji ani razu, do zabaw z "prywatnymi" zdjęciami służy dość często).


     Kalendarz powstał w PhotoFunii (PhotoFunia). Kategorie, a jest ich w tym momencie 614, pozwalają na zabawy nie tylko swoim selfie, ale na wykreowanie innego wymiaru dla swoich zdjęć. Umieszczeniu ich w galerii, muzeum, stworzenie pocztówki czy własnych życzeń na gotowym już tle. Kategorie oznaczone literkami HD pozwalają na wygenerowanie obrazu w wysokiej rozdzielczości. Kalendarz powstał w tej właśnie aplikacji.


     Zdjęcia dopasowywałam sobie według prostego klucza jakim są święta i poszczególne pory roku. Stąd w kwietniu pisanki, w lipcu moje najbardziej słoneczne koronkowe zdjęcie, we wrześniu i październiku - jesienne liście a w grudniu... bombki.


      Efekty możecie zobaczyć sami 😃  Cieszę się ogromnie z tego co zrobiłam, niemal jak dziecko z nowej zabawki... Moje serwetki, już ich dzierganie, to dla mnie wielka przyjemność. Robienie zdjęć jest nadal wyzwaniem... bo to światło nie takie, albo stół za mały, i jeszcze jakieś takie krzywe wychodzą... Ale ciągle się uczę i robienie zdjęć zaczyna mi sprawiać coraz większą frajdę. Potem wieczory z obróbką tych zdjęć. Wieczory, bo po zmroku mały ekran telefonu jest najbardziej kontrastowy i widzę wszystkie szczególiki, które mi umknęły... Potem już tylko efekty i podwójna radość ;)


 

Ten kalendarz to też sentymentalna wycieczka. Pod tegoroczną datą - prace z zeszłego roku. Dziergadła najbardziej udane ( część już powędrowała w świat i jedynym wspomnieniem jest ich cyfrowa wersja) i najlepiej jak umiałam sfotografowane... I w "poręcznej" wersji (jako tapety na komputer i telefon) zawsze ze mną i kilkoma Ważnymi dla mnie osobami :)



     W tym roku kolejne serwetki i bieżnik już powstały. Kilka z nich już doczekało się swoich zdjęć. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będę miała nowy kalendarz...



Spróbujcie i Wy zabaw ze zdjęciami własnych prac. Może i u Was powstanie sentymentalny i miły dla oka kalendarz ...