czwartek, 21 listopada 2019

Konkurs

   Konkurs na Koronkę Koniakowską i Beskidzki Haft Krzyżykowy był moim marzeniem. Nie, żebym miała aspiracje wysłać na niego swoje robótki... po prostu, zawsze bardzo chciałam zobaczyć konkursowe prace. Wydawało się to marzeniem ściętej głowy,  ponieważ ostatni taki konkurs został zorganizowany w 2011 roku i potem zaległa cisza...
   W sierpniu 2019r. pani Lucyna Ligocka-Kohut,  Prezes Fundacji Koronki Koniakowskie postanowiła reaktywować ten konkurs. Do Centrum Koronki Koniakowskiej, gdzie Fundacja ma swoją siedzibę, Koronczarki i Hafciarki zaczęły przynosić swoje prace. Konkurs rozstrzygnięto w połowie października.
Kiedy pod koniec października dostałam zaproszenie na pokonkursowy wernisaż,  poczułam się niezwykle wyróżniona.


   Piękno koronek i haftów wprawiło mnie w osłupienie, zdumienie i... zachwyt. Po raz pierwszy dla mnie, zza tych cudownych prac wyszły ich Autorki. Koronczarki, których nazwiska i zdjęcia oglądałam w lokalnych gazetach. Wszystko nabrało realnego, a nie internetowego wymiaru, z emocjami, wzruszeniem i możliwością rozmowy. Tym bardziej, że podczas tego wernisażu zostały ogłoszone wyniki Konkursu i wręczone nagrody.


 
















 
   To były niesamowite trzy godziny. Nasyciłam oczy niezwykle misternym pięknem. Miałam przyjemność porozmawiać z autorkami prac.




















  Po raz pierwszy koronki przestały być dla mnie "anonimowe". Za każdą z prac stanęła jej autorka z krwi i kości,  z własną historią, indywidualnym stylem... Po raz pierwszy też uzmysłowiłam sobie jak bardzo koronki koniakowskie zrośnięte są z codziennością, życiem, historią i tożsamością mieszkańców Trójwsi.




















    Zdałam sobie sprawę, że nigdzie indziej na świecie nie powstaną takie koronki. Choćby rozrysowano schematy na motywy, a Koronczarki organizowałyby warsztaty, na których pokazywałyby technikę , to na niewiele zda się to tym, którzy chcieliby posiąść wszystkie tajniki koronki koniakowskiej.  Plastyczności tej koronce nadaje "tu i teraz" jej twórczyń, bo każdy element jest zmieniany na potrzeby tej a nie innej serwety, bo to, a nie inne przypięcie "kwiotka" w jednej koronce będzie idealne a w innej zupełnie się nie sprawdzi. Bo dzisiejsze spotkanie Heklowaczek może zaowocować nowym motywem a jutrzejsze... rozwinąć ten motyw w kolejny kwiotek. Piękno tej koronki nie polega na robieniu tylko jednej kompozycji, ale na tworzeniu wielu nowych. Ilość motywów pozwala na szydełkowaniu coraz to innych kompozycji. Heklowanie róziczki to praca twórcza. 



  Kiedy kilka lat temu, pełna buty i pewności siebie zapisałam się na pierwsze warsztaty koronki koniakowskiej byłam przekonana, że nauczę się tej techniki szybko, sprawnie... niemalże bezproblemowo... Z każdym kolejnym dniem nabierałam pokory... I o ile moje umiejętności szydełkowe były na bardzo dobrym poziomie... o tyle po warsztatach zostawałam sama... bez mamy, babci, cioci, sąsiadki, która w kazdej chwili mogła podpowiedzieć, pokazać kolejny motyw albo wskazać co robię źle. Wyuczenie się samych motywów to część warsztatu.  Przebywanie w domu, w ktorym się hekluje od pokoleń, to niezastąpiona nauka. Podpatrywanie, słuchanie i oswajanie każdego kompozycyjnego rozwiazania to niezwykłe "wiano", które koronczarka-matka przekazuje swojej koronczarce-córce. Kilometry wspólnie przerobionych nici. Tego nie da się wydrzeć i sobie przywłaszczyć. Co wiec pozostaje?... Kopiowanie? Wszak koronka koniakowska to proces twórczy, nie odtwórczy...



   
















    Koniaków. Fenomen... Ilość koronczarek na kilkunastu kilometrach kwadratowych... niespotykana. Na około 4000 mieszkańców tej pięknej wsi, położonej w Beskidzie Śląskim,  ponad 700 to Koronczarki.




















     Nie ukrywam, że dziś patrzę na koronki koniakowskie z zachwytem. Widzę w tych misternych dziełach sztuki niezwykłą historię nie tylko rękodzieła, ale również lokalnej społeczności.






















 Dlatego tym razem wpis trochę inny... Na zdjęciach Osoby, które sprawiają, że mogę podziwiać koronki - Koniakowskie Koronczarki. A także Hafciarki, które w niezwykły sposób swoją tradycję malują igłą i muliną.





















Ten wpis nie będzie pełny jeśli pominę Jury i nagrodzone przez niego artystki.
Spotkanie jury, w skład którego weszły: wybrana na przewodniczącą dr hab. Kinga Czerwińska (Uniwersytet Śląski), Dorota Ząbkowska (MKiDN), mgr Katarzyna Rucka-Ryś (Muzeum Regionalne Na Grapie w Jaworzynce), Zuzanna Kubaszczyk (koronczarka) oraz Monika Wałach-Kaczmarzyk (hafciarka), odbyło się 11 października 2019 r.

W wyniku obrad przyznano następujące nagrody i wyróżnienia:

W kategorii koronka

                    1. Miejsce: Zuzanna Ptak z Koniakowa Dachtonów   
                   Dorota Cieślar z Koniakowa Grónika 
 
            2. Miejsce: Marta Legierska z Koniakowa Kadłuby
                    Halina Kukuczka z Koniakowa Grónika 

3. Miejsce: Wanda Kubica z Koniakowa Kadłuby
                         Małgorzata Krężelok z Koniakowa

Wyróżnienia

     Irena Motyka
              Anna Sikora
         Grażyna Bryś 



W kategorii haft:

1. Miejsce: Bożena Kąkol z Jaworzynki,
      2. Miejsce: Agnieszko Pawlitko z Cieszyna 
      3. Miejsce: Anna Kąkol z Jaworzynki Stańki 

Wyróżnienia
   Weronika Łacek z Jaworzynki Stańki 
   Bronisława Polok z Jaworzynki Czepczory






















   Starałam się by zdjęcia dodać właśnie w takiej kolejności, w jakiej wręczano nagrody i wyróżnienia.

  



 Warto wspomnieć, że tradycja koronczarstwa i haftu ma ponad stuletnią historię i  tradycję. Stanowi kluczowy element lokalnej kultury i bez wątpienia jest ważnym czynnikiem kształtującym świadomość przynależności do lokalnej ziemi.


   Wielkim wyróżnieniem dla mnie była obecność na tak niezwykłej uroczystości. Podziwianie prac, rozmowa z ich Aurorkami. Muszę przyznać, że jury miało niezwykle ciężki orzech do zgryzienia. Poziom prac był niezwykle wysoki, to rozmiarowo mniejsze lub większe arcydzieła.


     Mam niepowtarzalne wspomnienia, byłam świadkiem pięknych emocji. A pokłosiem tego wieczoru stał się ten post oraz artykuł "Osobliwości beskidzkiej ziemi", który znaleźć można w kwartalniku "Relacje - Interpretacje", wydawanym przez Regionalny Ośrodek kultury w Bielsku - Białej.


              Wszystkich zainteresowanych zapraszam do przeczytania artykułu "Relacje  - Interpretacje" nr 4 (56) grudzień 2019r. str. 26
http://www.rok.bielsko.pl/wydawnictwa.php?cat_id=wydawnictwa_1298019345
Artykuł ten sprawił, że pisząc go, dane mi było zgłębić wiedzę na temat beskidzkiego haftu krzyżykowego i  cieszyć się, że po raz kolejny spotykam się z historią koronki koniakowskiej.




Obie tradycje pięknie spotykają się w kobiecym stroju ludowym - koronkowy czepiec i haftowane kabotki oraz chusty. Każda z tych technik zachwyca także osobno.  
Kultywowanie tradycji jest w tym regionie niezwykle ważne. Obie techniki stały się niepowtarzalną osobliwością beskidzkiej ziemi. Docenienie i promowanie tak pięknego, pracochłonnego rękodzieła pozwoli ocalić je od zapomnienia i przybliżyć kolejnym pokoleniom.
W rodzinnych przekazach prócz tajników warsztatu, w zachowaniu symetrii, kładzie się nacisk na umiejętny dobór elementów, ich bogactwo. To wszystko razem tworzy ład, harmonię i przejrzystość kompozycji. 



 Ponad stuletnia tradycja helkowania i haftowania zobowiązuje. W pracach konkursowych zauważyć można nie tylko tradycyjne motywy i formy ale również ogromne przygotowanie Hafciarek i Koronczarek do Konkursu. Wiele  nich  przemyślało swoje prace, starając się w nich ukazać nie tylko doskonałość warsztatu, staranność wykonania, bogactwo motywów ale również pokazać, że tradycyjne wzory można zamknąć w różnych kształtach. W przypadku koronki jedna z artystek przedstawiła swe prace w formie koła, prostokąta i  kwadratu. Tradycyjny beskidzki haft krzyżykowy zdobi męską koszulę, kabotek i …plecak. Niezwykły zachwyt wzbudzają prace wykonane z cienkich nici. Koronczarki sięgnęły po kordonki grubości 80, a nawet 100 (zbliżone grubością do średnicy ludzkiego włosa), Hafciarki na cieniutkim płótnie wyszywały pojedynczą nicią z pasemka muliny.




sobota, 3 sierpnia 2019

Lawendowy czas.

     Dziś bedzie krótko i zwięźle. Korzystam z ostatnich dni, w których lawenda zachwyca swą świeżością. Lada moment krzaczki przekwitną. Choć u mnie nie ma co przekwitać... zabrałam większość kwiatuszków i zasuszyłam. Zimą bedą lawendowe ciasteczka, lawendowa herbatka i nawet syrop lawendowy 💜
Była też lawendowa sesja zdjęciowa 😂
     W pewną bezsenną noc powstała niewielka serwetka. Z czeskiego kordonka (Kordonet 60).
Schemat z gazetki, ale tak dobrze ją schowalam, że pomimo usilnych poszukiwań... nie jestem w stanie jej zlokalizować...


   
Malutka, ma 23cm średnicy. Była odskocznią od większego projektu, który altualnie "mam na szydełku".


     Miłego weekendu Kochani 🌞🌿💜

piątek, 19 lipca 2019

Oddycham...

     Przeprowadzka skradła mi caly czerwiec i połowę lipca... Nadal żyję "na kartonach", przynajmniej częściowo, i ciągle szukam wielu rzeczy. Choć najważniejszy pakunek, z szydełkami i kordonkami, rozpakowałam jako jeden z pierwszych 😉
     Czeka mnie jeszcze kilka remontowych przepraw. Jedne już znalazły swój szcześliwy finał...inne jeszcze mogą mnie zaskoczyć... Wlaśnie jedna z takich remontowych przygód doprowadziła mnie na skraj fiksacji... i żeby nie zrobić krzywdy specjalistom, radzącym nad problemem, który finalnie wcale się problemem nie okazał... zamknęłam sie w pokoju z szydełkiem w ręku. 


     Schemat - jeden z wielu ma Pinterest, pierwszy jaki wpadł mi w oko,  bez zastanawiania, po prostu... przeczekać szydełkując...
     Kordonek tez załapałam bez większego zastanowienia, już zaczęty, biały Altin Basak Klasik 50. 


     Środkowa cześć bardzo łatwa. Szybko i przyjemnie się ją dziergało a dzieki temu i emocje nieco opadły 😂 Druga cześć wymagała nieco większego skupienia.  Jedna mala nieuwaga i błąd... musiałam nieco spruć. W duchu powtarzałam sobie, że lepiej się wściekać na serwetkę niż na fachowców,  którzy tłukli się coraz głośniej. Dziwny bulgot ich poczynań wyrywał mnie z fotela. Za każdym razem wracałam na miejsce z mocnym przeświadczeniwm, że Małż S stoi na straży i z całą pewnością ukróci proceder rozsadzenia naszego domu przez ekipę i cisnienie w rurach 😱😱😱
     

     Serwetka, chwilę po tym jak "spadła" z szydełka trafiła pod żelazko (spryskana jedynie Ługą). 
Lawendę zbierałam nie tylko do zdjęć 😉 , wysuszona bedzie dodatkiem do herbay albo trafi zimową porą do ciasteczek. O woreczkach w szafie,  jako naturalnym środeku zapachowym, nie wspomnę.


niedziela, 23 czerwca 2019

Łapacz snów.

     Najbardziej wymagające zlecenie dostałam od własnej Córki... Najpierw upewniałam sie kilka razy, czy na pewno do mnie "ta mowa"... By chwilę poźniej moje zdziwienie przerodziło się w panikę 😱😱😱
     Łapacz snów dla Przyjaciółki na urodziny!  Niby nic a jednak stressssss... Efektowny, prosty, niezbyt duży i koniecznie z niebieskim... na takim drewnianym "czymś". Kumulacja myśli, proces "tentegowania w głowie" na poziomie ekstremalnie wysokim...bo ja w życiu nie popełniłam żadnego łapacza...
     Najszybciej ustaliłam, że owo "drewniane coś" to tamborek. Kupiłam piórka, cekinowe taśmy, wstążki, koraliki. Przejrzałam setki wzorów (i  w gazetach i w "internetach") ...


     O mały włos, a nie powstałby... Próbowałam kilku wzorów i wkomponowanie niebieskiego okrążenia w większości, jakoś mi nie pasowało w żadnym miejscu 😢 Pomyślałam, że może motyw koniakowski sprawdzi się najlepiej... Sięgnęłam po wzór autorstwa Marioli Wojtas z "Twórczych inspiracji". Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę 🎯 
     Kordonek z Ariadny, Muza 10 sprawdził się znakomicie, bo dzięki tej grubości uzyskałam odpowiednią wielkość elementu do zakupionego wcześniej tamborka. 
Szydełkowy element przed "montażem" porządnie wykrochmaliłam. Wiem, że nie jest to konieczne, ale zależało mi na takim usztywnieniu. 
     

     Zdążyłam pstryknąć kilka fotografii, ale już nie pomierzyłam całego łapacza. Pamiętam tylko, że średnica tamborka miała 15cm. 
     Córa zadowolona z realizacji zamówienia. Solenizantce prezent spodobał sie bardzo.
     Nabrałam ochoty na kolejne łapacze 😁😁😁


czwartek, 25 kwietnia 2019

Poświątecznie o świątecznym bieżniku.

     Pierwszy raz, na trzy dni, odcięłam się od wirtualnego świata. Wyłączyłam internet, wyciszyłam telefon... Przez te kilka dni świat się nie zawalił... mimo, że nie zamieściłam na blogu wpisu, na instagram nie"wrzuciłam" zdjęcia... Odpoczęłam!
     I choć przedświąteczny czas to wariactwo sprzątania, gotowania, pieczenia, biegania po sklepach... To przyznam szczerze, że lubię to szaleństwo.
     Przygotowując się do świąt Wielkanocnych postanowiłam zrobić sobie małą przyjemność i udziergać bieżnik.


     Zainspirowało mnie zdjęcie na Instagramie https://www.instagram.com/p/Bq7VbZGgn9g/?igshid=5ffussd96wep. Mały bieżnik z czterech elementów spędził mi sen z powiek... Wiedziałam, że MUSZĘ GO MIEĆ! Byłam tak zakręcona na jego punkcie, że byłam go gotowa odrobić ze zdjęcia, jeśli w całej internetowej przestrzeni nie znajdę schematu na to cudo 🤯😱


     Szukałam tydzień z okładem... Aż wreszcie znalazłam.  Uwierzcie, cieszyłam się jak dziecko, które dostało wymarzoną, wyproszoną zabawkę 😂😂😂
Z kordonkowych zapasów wybrałam Muzę 20 naszego polskiego producenta (łódzkiej Ariadny) w kolorze ecru. Dopasowałam szydełko 0,9 i ochoczo wzięłam się do pracy 💪
A ponieważ bieżniczek miał być niespodzianką dla reszty Rodzinki, starałam się dziergać ukradkiem. I po cichutku liczyłam, że jak już położę go na świątecznym stoliku, to usłyszę głośne WOW! A co?!? 😉


     Nie obyło się bez prucia... Pierwsze elementy połączyłam w rogach tak nieszczęśliwie, że wyszedł mi gigantyczny supło-splot... i , jak to mówią moje Dzieci, masakrycznie niewyględne "cuś". No przecie nie mogę zostawić czegoś, co mnie będzie swym wyglądem kuło w oczy! Sprułam, pokombinowałam i  osiągnęła efekt, który mnie zadowalał 😎


     Ponieważ działałam "tajnie", to dzierganie dłużyło się niemal w nieskończoność... I o mały włos bieżnik nie doczekałby się prezentacji, cisnęłabym go w kąt, by chwilę później wsadzić do "szuflady ufoków" i zapomnieć o nim na wieki... Wyłożyłam się na obróbce 🙊 Na krótszym boku brakowało jednego "łuczka", na dłuższym... o jeden było za dużo. Sprawę rozwiązałoby dorobienie jeszcze jednego rzędu elementów ale... wtedy musiałabym też dorobić sobie fragment stolika...
Pewnego wieczoru "coś mnie tknęło" jeszcze raz, fragment po fragmencie przestudiowałam cały schemat, przeliczyłam gotowe motywy i stwierdziłam, że schemat obróbki jest "do duszy"... I co ja biedna z tym pocznę?


     Zaserwowałam sobie motywacyjnego "kopniaka" i,  metodą prób i błędów,  zakończyłam obróbkę. Koniec zwieńczył dzieło 💪🙏🌸   Jak się okazało odrobina kreatywności jest wielce przydatna, efekt dodał mi wiary we własne siły i możliwości.


     Bieżnik,  tak jak sobie wymarzyłam, zebrał rodzinne, wielkie WOWy. Uroczyście "wjechał" na stolik w Wielką Sobotę, dając mi tym samym dyskretny znak, że warto było się postarać, i że zasłużyłam na odrobinkę świątecznego lenistwa 😉🐣🐤🐰



     Bieżnik w moim wydaniu składa się z 21elementów.  Jeden kwadratowy motyw ma wymiary 13x13cm. A całość 105x48cm.

Schematu nie podam na tacy ;) Ale podpowiem gdzie go znaleźć... Pinterest, użytkownik Szydełkowy Zakątek, tablica "zrobione" . Powodzenia :)



piątek, 12 kwietnia 2019

Czas na wielkanocne koronki.

     Za oknem szaro, ponuro... Pada śnieg, który roztapia się zaraz po zetknięciu z ziemią.  A do tego przenikliwy wiatr... Zimowe kurtki już wyprałam, wyczyściłam i schowałam w trudno dostępne miejsca w szafie. I jak głupia cieszyłam się z pierwszych wiosennych piegów, które pojawiły się na mojej twarzy w jeden z cudownych, słonecznych weekendów... Gdzie ta wiosna?!?!?!?!?
      Może to i dobrze... dzięki temu otulając się kocykiem mam troszkę wiecej czasu na dzierganie. Barowa pogoda sprawiła, że mam swoją wymarzoną koniakowską koronkę do wielkanocnego koszyczka 🤗


     Ciągle jeszcze uczę się. Przekonuje, że umiejętność posługiwania się szydełkiem to dobry punkt wyjscia ale... brakuje mi "koniakowskiego" wyczucia przestrzeni. Kilkunastokrotne prucie staje się pewną prawidłowością... Element, który sobie wymyśliłam do kolejnego wianka, czyli okrążenia, okazuje się zbyt mały... albo przeciwnie, zbyt duży. Ale ta nauka przez błędy daje mi wiele satysfakcji 😊


     Kiedyś, dawno temu koronka koniakowska odstraszała mnie bogactwem elementów,  cienkością nici i szydełka... Od pięciu lat jestem Nią zachwycona. Tym bardziej, że widzę jak ewoluuje.  Koniakowskie Koronkarki idą z duchem czasu i prócz tradycyjnych serwet dziergają również poszetki, piękną biżuterię, wyjątkowe ślubne parasolki, bombki, świąteczne ozdoby, czy nawet (tak ostatnio popularne) łapacze snow. Koniakowskimi koronkami interesują się również wielkie domy mody.
     Nigdy nie osiągnę kunsztu Wielkich Mistrzyń tej koronki. Czerpię po prostu wielką radość z heklowania 😍


     Koszyczek będzie piękny. Muszę jednak przyznać, że robiąc tę koronkę inspiracją były dla mnie dwie Mistrzynie, Mariola Wojtas i Beata Legierska.


     Koronkę zrobiłam z białego kordonka DMC Babylo 40 używając szydełka 0,6.
     Teraz rzucam się w wir przedświątecznego sprzątania i pieczenia. Miały być jeszcze akrylowe jaja ozdobione koniakowską koronką,  ale chyba braknie mi na nie czasu. Pociesza się myślą, że za rok też będzie Wielkanoc... A skoro koszyczek już mam piękny, to będę miała czas na jajka...za rok 😉🤣



piątek, 22 marca 2019

Pikotkowe szaleństwo.

     Zatrzęsienie wzorów i schematów jest tak duże,  że nasze rękodzielnicze szaleństwo jest niemal nieograniczone. Mimo wszystko czasem sięgam po te same schematy.
   

     Serwetę z mnóstwem pikotków zrobiłam już ponad rok temu. Przygarnęła ją moja koleżanka, wprost z mojego stolika... I znów szewc został bez przysłowiowych butów 😉 Ale kiedy wpadł mi do ręki moteczek Muzy 20 wiedziałam jaką serwetę wyszydełkuję. Tym razem miałam liczyć pikotki... Nie wiem po co, ale taki pomysł wpadł mi do głowy 😜 Szybko "wylądowałam" na ziemi, po 50 pikotku straciłam rachubę i sprułam całkiem sporo serwetki... 


    Potem do głowy przyszedł kolejny pomysł... by zmienić ostatnie okrążenie. Zamiast delikatnego zakończenia, jakie jest w oryginalnym schemacie, postanowiłam zrobić okrążenie zdecydowanie bardziej masywne. Chciałam by zewnętrzne okrążenie nadało kształt okręgu i zwolniło mnie z konieczności blokowania... Jak się okazało prawdę mówił ten, kto rzekł, że lepsze jest wrogiem dobrego. Takiej falbaniastej serwety nie miałam w całym swoim "dzierganym" życiu.  Kolejne prucie i powrót do schematu. 


     Serwetka już leży na małym stoliczku pod lampką i cieszy moje oko. I przyznam szczerze, że nie mogę ścierpieć kiedy łapki moich dzieci i gości wędrują w jej stronę... Pralka ją wybierze, ale to JA muszę blokować by nadać jej kształt idealnego koła. Tak, tak...blokowanie to dla mnie prawdziwe katusze 😭😱
    Dodam tylko , że ma 42cm średnicy, a do Muzy 20 użyłam szydełka 0,75.
Od początku przygody z szydełkiem ta serwetka była moim marzeniem. Bałam się tej zatrważającej ilości pikotków... Dojrzewałam do "niej" ponad 10 lat. Nadal to wzór, który bardzo mi się podoba.



wtorek, 19 marca 2019

Wyzwanie.

     Milczenie ponoć jest złotem... Ale nie dotyczy to przestrzeni internetowej, zwłaszcza tej blogowej i związanej z social mediami (carramba!). Tam milczenie jest "niebytem", "czarną dziurą" dla statystyk i algorytmów jakimi rządzą się różne aplikacje... W moim przypadku milczenie, zwłaszcza to internetowe, wiąże się z działaniem.  Dobrze, przyznaję... z szydełkowym działaniem (bo mycie okien czeka na zdecydowanie bardziej sprzyjające warunki pogodowe 😉).
      Dlatego w najbliższym czasie będzie bardzo aktywnie.  Skończyłam kilkanaście serwetek, bieżniki i kilka koronek koniakowskich. Kilka słonecznych dni pozwoliło mi zrobić masę zdjęć. Nadal rozgryzam różnego rodzaju programy do obróbki fotek i wreszcie zadowala mnie to, co widzę w efekcie końcowym.
     W pewnej rękodzielnicze grupie na fb, organizowana jest cotygodniowa akcja, dzięki której powstają fantastyczne prace.


     Właśnie taka serweta powstała dzięki tej akcji 🙂  Zasady są proste.  Do wyboru są 3 grupy czasowe (24h, 72h albo 7dni). W każdej z tych czasowych grup są 4 grupy tematyczne (można wybrać czy praca będzie wykonana na drutach czy na szydełku i zdecydować o temacie - serwetka, podkładki pod kubki czy maskotka). Moderatorki grupy łączą wszystkich chętnych w pary lub trójki i zaczyna się "wyścig z czasem"...Choć tak na prawdę chodzi o to by wzajemnie się motywować, pomagać i osiągnąć cel - piękną, perfekcyjną robótkę. Czasu jest wystarczająco dużo by pracę skończyć, bez zarywania nocy 😁 Projekty do wykonania są narzucane przez administratorki grupy.


    Serwetka, którą widzicie na zdjęciach powstała w 72godzinnej grupie czasowej.
Wydziergałam ją ze swojego ulubionego kordonka Maxi Madame Tricote w kolorze ecru (ulubiony jeśli chodzi o kordonki Maxi). Ma 47cm średnicy.Dziergało się ją bardzo przyjemnie, choć pikotki ostatniego rzędu dały trochę "popalić" (ale tylko trochę!)
To nie jedyna praca, jaka powstała w ramach tej cotygodniowej akcji. Kolejne pokażę niebawem 🙂


      Szykuję też dla Was niespodziankę. Zatem, jak to mówią socialmediowcy... stay tuned 😁

wtorek, 5 lutego 2019

Nowy rok... nowe ścieżki.

      Dwa miesiące ciszy... to w blogowym świecie prawie "niebyt". Bloguje się dużo, często i mam wrażenie, że coraz trudniej o dobry temat a znacznie łatwiej o sensację... 😉
Powód nieobecności banalny -  święta, ferie - taki czas dla Rodziny. Ale nie próżnowałam, niebawem "zaleję" Was całą masą serwetek 😉

 

 Zainteresowałam się ostatnio obróbką zdjęć i rożnymi dostępnymi aplikacjami, które sprawiają, że nawet ze zwykłego, "szarego" zdjęcia można zrobić perełkę albo przynajmniej wsadzić go w takie "ramy", że sama taka zabawa staje się wielką przyjemnością...

 

       Od lat chodził mi po głowie kalendarz. Sama nie byłam pewna, czy miał to być wielki ścienny kalendarz, czy może bindowany, biurowy a może po prostu w formie tapety na telefon z kolejnymi miesiącami (takie ułatwienie dla mnie, bo zawsze jestem w niedoczasie i o ile orientuję się jaki jest dzień tygodnia, to data zawsze jest dla mnie niespodzianką ... jaki 5 luty? przecież wczoraj był 27 stycznia...!?!?!?). Przeglądając zdjęcia nawet wybrałabym 12 fajnych fotek, które mogłyby być ilustracją kolejnych miesięcy... Ale na tym się kończyło, bo przeglądając różne oferty zaczynałam kręcić nosem... a to cena nie taka ... a to jakość która mnie nie satysfakcjonuje... albo Pan, który ma swoją wizję MOJEGO kalendarza....


      Ale po kolei!  Zdjęcia robię telefonem ( i to nie jest ten z jabłuszkiem 🙊 ). Do obróbki zdjęć też używam telefonu więc ściągnęłam sobie bezpłatne aplikacje ze "sklepu" z aplikacjami, który obsługuje "właściciel" mojego mobilnego systemu operacyjnego... Są to Snapseed, VSCO, Lightroom CC for mobile (tu - by uzyskać wersję premium i cieszyć się pełną swobodą - trzeba dopłacić..), obróbkę zdjęć można także zrobić przy pomocy instagrama (u mnie zapisane zostaje zdjęcie w "post produkcji" dopiero wtedy, gdy opublikuję owo zdjęcie na Instagramie - a to nie zawsze mnie zadowala...).


Kolejną ważną dla mnie sprawą jest umieszczenie logo (znaku wodnego). Moje zdjęcia - moja własność! Zgadzam się na udostępnienia, z podaniem źródła, ale kradzieży mówię stanowcze NIE! Wiem, że logo nie uchroni mnie przed niecnym procederem, ale Komuś jest już trudniej... a mi łatwiej udowodnić, że jestem ich właścicielką... Tu też kilka aplikacji (też darmowych) - LogoLicious, Shot on Watermark on Photo. Są także oprogramowania do stworzenia własnego logo (znaku wodnego) ale to temat dla mnie obcy, bo logo już mam ;)


     Aplikacji do "bajerów" jest  multum. Mam Kira Camera, która nadaje efekt "błysków", błyszczących gwiazdek. Czasem stosuję to oprogramowanie przy zdjęciach świec, błyszczących przedmiotów, by fotki "rozbłyskiwały" jeszcze bardziej (do zdjęć umieszczanych na blogu nie użyłam tej aplikacji ani razu, do zabaw z "prywatnymi" zdjęciami służy dość często).


     Kalendarz powstał w PhotoFunii (PhotoFunia). Kategorie, a jest ich w tym momencie 614, pozwalają na zabawy nie tylko swoim selfie, ale na wykreowanie innego wymiaru dla swoich zdjęć. Umieszczeniu ich w galerii, muzeum, stworzenie pocztówki czy własnych życzeń na gotowym już tle. Kategorie oznaczone literkami HD pozwalają na wygenerowanie obrazu w wysokiej rozdzielczości. Kalendarz powstał w tej właśnie aplikacji.


     Zdjęcia dopasowywałam sobie według prostego klucza jakim są święta i poszczególne pory roku. Stąd w kwietniu pisanki, w lipcu moje najbardziej słoneczne koronkowe zdjęcie, we wrześniu i październiku - jesienne liście a w grudniu... bombki.


      Efekty możecie zobaczyć sami 😃  Cieszę się ogromnie z tego co zrobiłam, niemal jak dziecko z nowej zabawki... Moje serwetki, już ich dzierganie, to dla mnie wielka przyjemność. Robienie zdjęć jest nadal wyzwaniem... bo to światło nie takie, albo stół za mały, i jeszcze jakieś takie krzywe wychodzą... Ale ciągle się uczę i robienie zdjęć zaczyna mi sprawiać coraz większą frajdę. Potem wieczory z obróbką tych zdjęć. Wieczory, bo po zmroku mały ekran telefonu jest najbardziej kontrastowy i widzę wszystkie szczególiki, które mi umknęły... Potem już tylko efekty i podwójna radość ;)


 

Ten kalendarz to też sentymentalna wycieczka. Pod tegoroczną datą - prace z zeszłego roku. Dziergadła najbardziej udane ( część już powędrowała w świat i jedynym wspomnieniem jest ich cyfrowa wersja) i najlepiej jak umiałam sfotografowane... I w "poręcznej" wersji (jako tapety na komputer i telefon) zawsze ze mną i kilkoma Ważnymi dla mnie osobami :)



     W tym roku kolejne serwetki i bieżnik już powstały. Kilka z nich już doczekało się swoich zdjęć. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będę miała nowy kalendarz...



Spróbujcie i Wy zabaw ze zdjęciami własnych prac. Może i u Was powstanie sentymentalny i miły dla oka kalendarz ...