czwartek, 5 października 2017

"Wspomnienie najstarszych serwet i wzorów koniakowskich"

     Wakacje, które skończyły się miesiąc temu, to nie tylko słońce, plaża i woda...Dla mnie to przede wszystkim Dni Koronki Koniakowskiej. Kilka dni niebywałej dla oczu uczty, niepowtarzalnej atmosfery, wsłuchiwania się w piękne opowieści.
     W tym roku koronkowe święto w Koniakowie trwało aż cztery dni (12-15 sierpnia). Organizatorzy, m.in. Gminny Ośrodek Kultury w Istebnej, Chata na Szańcach zapewnili wiele wrażeń i zadbali o ciekawy program. Z wielką niecierpliwością czekałam na wystawę przedstawiającą historię koniakowskiej koronki i jej rozwój - "WSPOMNIENIE NAJSTARSZYCH SERWET I WZORÓW KONIAKOWSKICH". Ta wystawa mogła zostać zaprezentowana dzięki życzliwości mieszkańców Koniakowa i okolic, którzy udostępnili swoje rodzinne pamiątki. Dla wielu była to także podróż sentymentalna.


  
     Wystawę zainaugurowała Lucyna Ligocka-Kohut z GOK w Istebnej, krótko omawiając zgromadzone koronki.
     Zaprezentowano małe serwetki, niektóre w bardzo nietypowych dla koronki koniakowskiej kolorach. Nad różowymi koronkami pochodzącymi z lat międzywojennych szybko nawiązała się dyskusja. Większość interesujących się koronką zgodnie stwierdziła, że nietypowy kolor jest raczej wynikiem farbowania gotowej serwety.






















      Najstarsze z serwet zaprezentowano za szkłem, ze względu na ich wiotkość, jak chociażby te pochodzące z Czech. Trafiły one do sklepu tekstylnego w latach trzydziestych ubiegłego wieku, gdzie Koronkarki zaopatrywały się w kordonek. Właścicielka sklepu często kupowała koronki.


                                                                  Powyżej koronki z lat 50-tych. 

     Moją uwagę przykuły "fragmenty" serwet, czyli wzorniki z lat 70-tych. Ich wartość jest niezwykła, prócz niewątpliwej - historycznej, pozwalają nam również podejrzeć warsztat koronkarek. Dzięki niemu widzimy, że skomponowanie fragmentu "kątowego" pozwala rozbudować serwetę w pełne koło. Ten wycinek, to swoista próbka planowanych w serwecie elementów, widać ogólny zarys koronki bez konieczności prucia całych wianków (czyli okrążeń). To też możliwość dobierania poszczególnych motywów pod względem wielkości tak, by gotowa praca nie marszczyła się i nie falowała.


     Owalne koronki koniakowskie również wzbudzają zachwyt. Jak chociażby ta, autorstwa Marty Legierskiej. Robiona była do Cepelii, w okresie, kiedy kordonki nie leżały na pólkach i nie czekały na kupca. Środek serwetki zrobiony z polskich nici, niestety kordonka zabrakło. Dokończono ją nićmi czeskimi. Pomimo tej samej numeracji nitki widoczna jest różnica. Koronka została w domu Pani Marty.




Koniakowską koronkę można było dostać nie tylko w prezencie, często były one formą zapłaty. Koronką mogła być zapłatą za opiekowanie się dziećmi.







    
Nietypowymi, rzadko pojawiającymi się koronkami, są te z inicjałami. Powyższa jest dziełem żony wójta z Koniakowa, wykonana została w latach 60-tych
      Prezentem ślubnym była kolejna piękna koronka koniakowska. Podarowana w 1936 roku. Jest przykładem ewolucji koronki. Zewnętrzny wianek skomponowany jest z drobnych kwiatków ujętych w grupy po 8 sztuk. Ten motyw wyparty został przez winogrona tak popularne w obecnych koronkach.


      Koronkarką, która od lat wielu tworzy piękne szydełkowe prace jest, wspomniana już wyżej Marta Legierska. Miło było posłuchać, jak 50 lat temu heklowała serwety ze swoją Mamą Jadwigą. Dwie uzdolnione kobiety połączyły swe umiejętności, by stworzyć piękną koronkową opowieść 💕 Wzruszyłam się kiedy Pani Marta pokazała zebranym, które "kwiotki" heklowała Ona, a które jej Maminka.







Jak widać umiejętność robienia każdego kwiatka innego w obrębie "raji" (okrążenia) Obie Panie Legierskie doprowadziły do mistrzostwa.


     Duże rozmiarowo koronki zawsze budzą podziw. Imponują rozmiarami, precyzją wykonania, bogactwem motywów i fantazją ich twórczyń. Nakład czasu, potrzebny na wykonanie takiej koronki, jest już ponad nasze wyobrażenie. Koronka koniakowska ma to do siebie, że zaskoczyć może zawsze, wykorzystanie mało popularnych i trudnych do wykonania elementów w małej rozmiarowo koronce także zachwyci. Praca nad dużą "rózią" może rozpocząć się od prostych elementów w części środkowej, by wraz z przyrastaniem kolejnych okrążeń ubogacać ją coraz bardziej rozbudowanymi elementami.
     Podczas tej wystawy moją uwagę przykuła koronka, którą zobaczyłam z daleka i w pierwszym momencie pomyślałam, że to połączenie motywów koniakowskich ze specyficznym traktowaniem przestrzeni koronkowej zaczerpniętej z koronki klockowej... Przyznam szczerze, że w ciągu tych kilku dni wracałam kilkakrotnie by popatrzeć na tę koronkę.

Koronka koniakowska, zachwycająca i tak bardzo nietypowa... Wykonała ją, nieżyjąca już, Zuzanna Kohut z Koniakowa dla swej córki, w latach 60-tych lub 70-tych.










Przepiękne kwiatowe motywy wraz z elementami zawierającymi "płócienka" (elementy wykonane szydełkiem naśladujące "tkane" płotna, najczęściej "płócienka" stosuje się do wykonania takich elementów jak koniczynki, serduszka) oraz rozbudowaną obróbką, która oddziela poszczególne części kompozycji stanowią o pięknie i unikalności tej serwety.
 






      Żałuję, że wystawa trwała tylko 4 dni 😢 Była świadectwem zmian jakie, przez wiek, zaszły w koronce koniakowskiej. Na pierwszy rzut oka serwety, które powstawały w okresie międzywojennym, wydawały się prostsze, symetryczne, każdy kolejny wieniec oddzielony był od poprzedniego widoczną obróbką. Każde kolejne dziesięciolecie przynosiło pewne zmiany. Po drugiej wojnie światowej zniknęły drobne kwiatki skupione w grupkach po 8szt. i zastąpiły je winogrona. Kolejne lata spowodowały, że szerokość obróbki oddzielającej kolejne "raje" powoli maleje. Dziś część koronkarek, które w szczególny sposób kultywują dawne tradycje, nadal w swych koronkowych pracach chętnie sięgają do szerokich obróbek. Innym, obróbka służy już wyłącznie jako dodatek konieczny by przyłączać kolejne motywy w okrążeniu.

 Lata Cepelii również odcisnęły swoje piętno... Koronkarki, które z nią współpracowały wiedziały, że serweta, w której znajdzie się nowy motyw będzie wyceniona drożej, niż pozostałe prace. Taka sytuacja sprawiła, że wzbogacił się wzornik.


     Kreatywność pozwoliła tworzyć nie tylko serwety ale także stroje. Kabotki, przedniczki, "taśmy" do wiązania becików, w którym chrzczono dzieci - tzw. "fać", krawaty, rękawiczki.

   
      Zanikają "płocienka"... już niewiele koronkarek potrafi je robić.
Koronka koniakowska zmienia się, ewoluuje i niezmiennie zachwyca.


     



piątek, 4 sierpnia 2017

Koronkowe Kreacje.

     Beskidy - moje miejsce na ziemi, kraina gdzie wszędzie jest albo pod górkę ... albo z górki. Tu do snu kołysze szum lasu a budzi śpiew ptaków. Latem - zieleń, zimą - biel. Tu ładuję "akumulatory", tu przyjeżdżam nacieszyć oczy pięknem. Ucztę dla oczu zawsze szykuje mi przyroda, ale od jakiegoś czasu jest to dla mnie tylko niezmiernie istotny dodatek ... Liczą się Ludzie, których spotykam. Ogromnym szacunkiem darzę Ich pracę, którą oglądam z zachwytem...
      Dziś o zachwycie, którego nie potrafię wyrazić słowami, o pracach, które wymagają ponadprzeciętnej wyobraźni...

  
      Pierwsze zdjęcie, nie oddaje pełni wrażeń jakich można zaznać podczas oglądania prac Zuzanny Ptak, koronkarki z Koniakowa, która w przeciągu pół roku zrealizowała swój projekt w ramach stypendium z MKiDN. Sześć miesięcy wytężonej pracy zaowocowało kolekcją ubrań. Od stycznia do początków czerwca powstawały "Koronkowe kreacje". Osiem dzieł, które zapierają dech w piersiach. Niesztampowe projekty świadczące, że koniakowska koronka ewoluuje. Tradycyjne serwety, obrusy, czepce już nie wystarczają. W obecnych czasach koronki chce się nosić a nie tylko upiększać nimi domy.
Sam plakat, który anonsuje wystawę jest urzekająco piękny. (zdjęcie pochodzi ze strony internetowej gminy Istebna   http://www.istebna.eu/turysta/calendar/614 )

     Pani Zuzanna wyczarowała Koronkowe Cuda! Ubrania, które chce się nosić. Przede wszystkim jednak, UBRANIA, które się PODZIWIA. Koronkowe koniakowskie motywy zachwycają precyzją wykonania.
W ubraniach tych jest jeszcze coś, czego nie potrafię nazwać... to nie solidne opanowanie rzemiosła krawieckiego, bo nie ma tu wykroju sensu stricto a potem jego zszywania (pomijając podszewki)...ale pewna wiedza w tej dziedzinie jest konieczna, bo widzimy pięknie zarysowaną talię, doskonale  koronkowo "skrojony" karczek... Ale po kolei, patrząc na zdjęcia sami zobaczycie o co mi chodzi 😉
   

     Sukienka koktajlowa. Bogata w koniakowskie motywy zachwyciła mnie swym kołnierzem. Przypomina mi nieco sukienki w stylu hiszpańskim, z tą różnicą, że zamiast materiałowej falbany przy dekolcie ma właśnie falbaniasty, piękny, koronkowy kołnierz.


Bogactwo motywów w tym elemencie sukienki sprawiło, że tam skupiłam swój wzrok. Cudne kwiaty ze "strupkami" (kwiatki, których płatki wystają ponad płaszczyznę koronki). Kołnierz osłania ramiona, ale to tam właśnie widoczny jest cały kunszt Koronkarki.


Kilka większych, ułożonych poziomo motywów sprawiło, że talia staje się bardziej widoczna. A zaraz pod pasem koronkowy majstersztyk...


... zakładka! Jest, ale jej nie widać! Jak w najlepszych zakładach krawieckich. Umieszczone symetrycznie , sprawiają, że dół sukienki wspaniale się rozkloszuje i nada jej lekkości.


Tak! Wiem... trzeba się troszkę wysilić, żeby owe zakładki zobaczyć 😉

      Suknia ślubna robi piorunujące wrażenie. To suknia godna królowej 💓💓💓💓💓


Wraz z etolą stanowi szykowny zestaw, bardzo stylowy, stonowany i pełen gracji.



 Po zdjęciu narzutki suknia pokazuje całe swe piękno.


Jest tak niesamowicie dopracowana w detalach, że brak mi słów. Jak genialnej potrzeba wyobraźni przestrzennej, by tak podkreślić figurę. Nawet na manekinie prezentuje się zjawiskowo. Każdy szczegół, każdy motyw jest niesamowicie przemyślany, mistrzowsko wyheklowany (wyszydełkowany).


 Dół tej "syreniej" sukni staje się przepięknym trenem, który nadaje kreacji eteryczności i powabu.


Tył sukienki przyprawił mnie o zawrót głowy... Nie jestem nobliwą staruszką, nie jestem też pruderyjna... dekolt na plecach wprawił mnie w osłupienie! Widoczne są całe plecy, ale suknia nadaje im tak szlachetnej oprawy, takiej elegancji, dobrego smaku!!!


Za każdym razem, kiedy patrzę na TĘ sukienkę, dostrzegam coś innego... Raz podziwiam jej kształt, innym razem przepiękny tren, a kiedy indziej dopracowane zapięcie albo motyw serduszek, tak subtelnie wpleciony w całość sukni.




Muszę przyznać, że urodziłam się kilkanaście lat za wcześnie... Dziś bez wątpienia wiedziałabym jak ma wyglądać suknia ślubna moich marzeń 😍😍😍

     Bluzka i spódniczka. Nic dodać, nic ująć! Piękno wyczarowane ludzkimi dłońmi.


Połączenie ecru z granatem jest klasyczne, ponadczasowe i eleganckie. Po raz pierwszy wpajane mi w dzieciństwie zasady, że jak jedno w kwiatki, to drugie gładkie i jak jedno koronkowe to drugie gładkie (materiał w jednym kolorze i bez faktury), wzięły "w łeb"! Ten zestaw jest tak skomponowany, że nie ośmieliłabym się go rozdzielić.
Bluzeczka zachwyciła mnie prostotą "kroju" , bogactwem "mięsistych" motywów i dopracowaniem detali. Pani Zuzanna Ptak jest mistrzynią podkreślania figury za pomocą koronki.


"Mięsiste" elementy sprawiają, że koronkowa bluzeczka nie potrzebuje podszewki. Owszem "prześwituje" ale za to z jaką klasą!
Tył jest równie wspaniały jak przód!


Trzeba przyznać, że jest bardzo efektowna 😍 i doskonale prezentuje się z każdej strony.


Zdjęcia spódniczki nie oddają jej pięknego koloru - głębokiego granatu. To wina nieudolnego fotografa (czyli mnie), który dopiero po fakcie dowiedział się co to "balans bieli"... (Cóż... uczę się na błędach). Nie zmienia to faktu, że spódniczka ma podszewkę, którą celowo zrobiono troszkę krószą, by pokazać i podkreślić koronkowy dół i asymetryczny "krój"


Moją uwagę zwrócił pasek spódniczki :) Kolejna misterna praca, z przemyślanym każdym szczegółem.


 Odpowiedni dobór motywów sprawia, że nabiera pięknego, rozkloszowanego kształtu.

    
   
     Projekt Pani Zuzanny obejmował także dodatki. Do sukni ślubnej była to woalka.


A także kołnierz i krawat.


Krawat widoczny jest tylko na pierwszym zdjęciu tego postu. Niestety, nie pozwolił się sfotografować, bo znajdował się za szkłem, w którym odbijało się słoneczko.

     Koronkowe kreacje zachwycają. Są niezwykle subtelne, delikatne, eleganckie. Zuzanna Ptak jest mistrzynią heklowania ale także doskonałą Koronkową Krawcową. Podkreślony biust, talia, marszczenia na sukience i spódnicy - czegóż chcieć więcej. To gotowy materiał na pokaz mody!

Zdaję sobie sprawę, że to post pełen ochów i achów. Jestem przekonana, że kiedy zobaczcie te cuda na własne oczy (a można je oglądać w Gminnym Ośrodku Kultury w Istebnej do końca roku ) sami będziecie oczarowani.